W świetle i w mroku. Opowiadania inspirowane malarstwem Edwarda Hoppera – Megan Abbott, Jill D. Block, Lawrence Block, Robert Olen Butler, Lee Child, Nicholas Christopher, Michael Connelly, Jeffery Deaver, Craig Ferguson, Stephen King, Joe R. Lansdale, Gail Levin, Warren Moore, Joyce Carol Oates, Kristine Kathryn Rusch, Jonathan Santlofer, Justin Scott
Edward Hopper. Malarz, którego ogólnie się ceni i
lubi, ale ja miłośnikiem nie jestem. To, co mnie w malarstwie kupuje, to przede
wszystkim impresjonizm, a Hopper to nie impresjonista niestety, a przede
wszystkim dla mnie w większości jest jakiś taki płaski. Niby realizm, ale
realizmu tu nie czuję. Nie kręci mnie też prezentowanie miejskich widoków, a to
głównie u niego widzę i choć potrafię docenić zabawę światłem i cieniem w
niektórych jego pracach, a jego wczesne działa mają w sobie coś, jako całość to
niestety nie moja bajka. Więc nie dla niego sięgnąłem po ten zbiór opowiadań
inspirowanych jego malarstwem. W sumie to powód był tylko jeden: opowiadanie
Stephena Kinga. A czy było warto?
No nie do końca. King mnie zawiódł, serwując mocno
nijaki tekst, który od pierwszej chwili jest do bólu oczywisty. Nie ma
napięcia, nie ma klimatu, zaskoczenia też nie ma. Reszta? No co najwyżej niezła
była. Wydawca zapowiadał wybitnych pisarzy, ale tak naprawdę mamy tu popowych
wyrobników, którzy piszą literaturę popularną, łatwą, prostą i najczęściej bez
ambicji. Są wśród nich lepsi, są gorsi, ale nie poczułem w tekstach prawdziwej
wielkości. Raczej odcinanie kuponików czy może bardziej, jakby wszystko, co
napisali, zrobione było na zamówienie. Ot rzemieślnicza robota bez artyzmu,
czyli może i słusznie, bo podobnie czuję się patrząc na obrazy Hoppera.
Więc zbiór przede wszystkim dla fanów danych
autorów. I dla takiej prostej, typowej roboty. Mamy czasem więcej mroku, w
końcu sporo tu specjalistów od thrillerów i horrorów, czasem mniej. Niektórzy
Hopperem się inspirują mocno, dla innych ta inspiracja jest bardzo odległa,
ulotna niemal (ot, żeby uszło, że to jednak do obrazów odnosi), ogólnie
wszystko jest nienajgorsze, ale nic mnie nie zachwyciło, nie porwało, nie
urzekło.
No i tyle. Rozpisywać się nie ma nawet nad czym.
Antologia, jakich wiele, zamysł ciekawy, mający ambicję i możliwości, ale
potencjał zmarnowany. Choć warto docenić wydanie, bo przed każdym tekstem mamy
wprowadzenie w postaci kolorowej reprodukcji danego obrazu i informacji na jego
temat.

Komentarze
Prześlij komentarz