Spider-Man Unlimited #9: Mark of Kaine, Part 5: Unholy Alliances! – Tom Lyle, Ron Garney, Ronald Lim, Tod Smith
Wydać cztery z pięciu zeszytów historii, a nie
wydać jej zakończenia, zamiast tego przeskakując do kolejnej opowieści? Takie
rzeczy potrafiło robić wydawnictwo TM-Semic w czasach swojej świetności. Cóż, w ich komiksach znikały różne zeszyty, ich strony czy całe fabuły, a akcje opowieści przeskakiwały do pasujących do planów wydawniczych momentów. Bywa. I tak też się stało z „Piętnem
Kaine’a”, którego niniejszy zeszyt „Spidera”, nigdy niewydany w Polsce,
bezpośrednio kontynuuje wątki z numeru 5/1998. A szkoda, bo chociaż graficznie
rzecz jest porażką niestety, to od strony akcji stanowi całkiem przyjemną rozrywkę, nieźle wieńczącą
kolejny rozdział „Sagi klonów”. Może i nie jest to obowiązkowy zeszyt, może i można było go pominąć, bo kiedy czytało się serię w polskim wydaniu, jakoś braku tego finału się nie odczuwało, ale warto o tym pamiętać. I dlatego dopełniam ostatnią klonową reckę tym krótkim tekstem.
Fabularnie? Prosto i na temat. Czyli tak: Złowieszcza Siódemka decyduje się zniszczyć
Kaine’a. Tymczasem nasz Pająk dołącza się do walki. Co wyniknie z tego starcia? Gdzie tu miejsce na Kaine'a? I co jeszcze się wydarzy?
Nie ma tu zbyt wiele nowości, poza sceną z wynikami
badań MJ, która i tak wiele nie wnosi, ale zabawa jest całkiem niezła. Fabularnie
to typowy komiks lat 90., w którym dzieje się sporo, sporo się gada i jeszcze
więcej swoje patosu - no co jest dużo miejsca, bo to solidnie pogrubiony, podwójny numer jest. Nie ma w nim za to tego klimatu, który był najlepszym elementem poprzednich
numerów, takiego mrocznego nastroju, który znika gdzieś w feerii barw, ale za to sama akcja rekompensuje całkiem sporo.
Gorzej jest niestety z grafiką. Rysunki są proste,
cartoonowe, momentami wręcz krzywe… Do tego ten kolor, którego nadmiernie
rzucający się w oczy dobór barw zabija nastrój, jaki mógłby panować na stronach.. Czasem zresztą widać, jak mogłoby to fajnie wyglądać, gdyby się postarano (grafika poniżej dobrze to pokazuje), ale niestety. Co dziwniejsze, choć to tylko jeden zeszyt, graficznie jest on mocno
nierówny, ale tak jest gdy za rysunki odpowiadają trzej autorzy, a tusz kładzie
blisko dziesięciu…
Niemniej szkoda, że rzecz nie ukazała się po polsku, bo fabularnie dopełnia opowieści z „Piętna Kaine’a”. Owszem, opowieść może się obejść bez tego rozdziału, ale po co robić coś takiego? Cóż, sami wiecie, długie to było, Semici wychodziły co miesiąc, a zaległości przybywało, więc trzeba było ciąć. Ale i tak jakoś to drażni.




Komentarze
Prześlij komentarz