Trochę jak „Kontakt” to to. A trochę, jak „Historia
twojego życia”. „Zadziwienie” mogło więc nie wypalić, bo to już znamy, bo było
już nie raz i w różnych konfiguracjach. A tu proszę, powieść Richarda Powersa jest
zadziwiająco dobra. Ba, wręcz rewelacyjna, zachwycają, ujmująca. To taka proza,
która aż ocieka poezją, choć nie stroni od ciężkości. A sama książka? Co tu
dużo mówić, depresyjna jest, dołująca, przestrzegająca nas, ale też i niosąca
nadzieję.
Theo i Robin. Ojciec i syn. Ich relacje. I konający
świat.
Theo bada życie pozaziemskie. Robin jest wrażliwy
na to, co przyziemne, na przyrodę szczególnie. I na to, jak niszczony jest ten
świat. No i nie potrafi żyć, jak inni ludzie w tym tzw. normalnym społeczeństwie,
więc ma problemy – z rówieśnikami, szkołą, światem. Wychowujący go samotnie
ojciec nie chce jednak poddawać syna leczeniu farmakologicznemu, więc stawia na
własne metody. Czy to się może udać? A co równie ważne, czy nasz świat da się
uratować?
Może opis Was zmylić, może Was zmylić moje poranienie
tego dzieła do „Kontaktu” czy „Historii twojego życia”, ale nie jest to
fantastyka. Nie o to w ogóle chodzi. To historia o ludziach, to po pierwsze. O kontaktach
– między osobami, ale i między nami, a światem – o problemach. Przede wszystkim
jednak – choć wymieniam to jako „po drugie” – to historia o tej planecie i co
człowiek robi swojemu domowi. Co już mu zrobił. A przy okazji także, co może
zrobić, żeby coś, cokolwiek, na to poradzić. I nie powiem, na tym polu rzecz to
ważna, ale i nie arcydzieło zarazem – swoje minusy posiada, bo trochę za łopatologiczne
to czasem, a czasem naiwne także, bo jednak to, co autor sugeruje nam, jako rozwiązanie,
wygląda bardziej, jak pobożne życzenie, niż faktyczna solucja, ale nie ma to
znaczenia. A przynajmniej nie ma wielkiego.
Bo to, że to powieść zaangażowana, docenić trzeba. Może
i czasem niedelikatna w tym wszystkim, prosta, ale jednocześnie to piętnowanie
nam tego, co źle robimy ważne jest i ważkie. Jednocześnie autor daje nam pewną
rekompensatę – w końcu to my jesteśmy w stanie coś zrobić, my i tylko my, mamy
tę moc, że tak to ujmę. I wszystko, cała nasza przyszłość, od nas właśnie zależy.
Ja na tym polu bym tak optymistyczny nie był, bo jednak optymizm i nadzieję tu
czuć, ale to już inna para kaloszy. Wracając zaś do samej powieści, są tu
rzeczy tak urzekające, że takie drobiazgi schodzą na dalszy plan. Pierwsze, co
zachwyca, to pisarstwo, poetyckie, liryczne, piękne. Tu słowa płyną, ciągnąc
nas ze sobą, jak nurt wody. Wchodzimy do niego, dajemy się porwać i smakujemy
całe to piękno, rozpływamy w nim. Bo niby prosto to wszystko pisane, niby
czasem i zwyczajnie, a jak zachwycająco.
No i jak zachwycająco, nomen omen, zachwyca się
autor. Rodziną, przyrodą, światem… Co interesujące, rzecz ma bardzo mocną
podbudowę naukową. I to się czuje. Czuje wiedzę, czuje prawdę, czuje, że autor
wykonał kawał roboty. A jednocześnie czuje się wielki talent. Bo nie łatwo jest
zrobić powieść tak pięknie napisaną, a zarazem pamiętającą o
techniczno-naukowej stronie, której wcale nie ma tak mało. A jednocześnie ile w tym humanizmu, ile
pochylenia się nad postaciami, ich emocjami, uczuciami, psychologią, rozwojem i
dojrzewaniem do działania, do zjednoczenia, do rozstania… No super, po prostu
super, lepiej się tego ująć nie da.
Ale tego właśnie spodziewałem się po autorze
nagrodzonym Pulitzerem. I po powieści z nominacją do nagrody Bookera, które to
wyróżnienie w ostatnich latach cenię sobie i to bardzo, dzięki paru wybitnym
tytułom, które dzięki niemu poznałem. Więc co tu dużo mówić, jestem jak
najbardziej na tak, całym sobą. I chcę więcej takiej literatury w moim życiu.

Komentarze
Prześlij komentarz