MARIOLKA
RUSZA DO AKCJI!
Zacznę od tego, że chociaż ta książka skierowana
jest do nastolatków – nastolatek właściwie, ale nie lubię uogólnień, bo jeśli
coś jest dobre, nie ma znaczenia, jaka płeć, wiek czy grupa społeczna jest
grupą docelową, bo świetna rzecz sprawdzi się i obroni doskonale zawsze i
wszędzie – napisana została, jak dla o wiele młodszych czytelników. Główna
bohaterka ma tu szesnaście lat, a kiedy zacząłem czytać, myślałem, że góra
dziesięć, a i to jakoś tak średnio rozgarnięte to dziecko być musiało. A może
to ja nie znam się na nastolatkach płci żeńskiej? Zadałem sobie to pytanie,
pokazałem książkę lepszej połowie, spojrzała i też podzieliła te wrażenia, więc
chyba się nie myliłem. Ale może to współczesne pokolenie takie jest? Kto tam
wie. Dobra, nieważne, bo abstrahując od tego „Mariolka: Po prostu bomba!”,
czyli piąty już tom o przygodach tytułowej bohaterki, to jednak całkiem
sympatyczna i przyjemna lektura dla młodych. Taka trochę w starym stylu
(przynajmniej jeśli chodzi o fabułę) książek, jakimi sam się kiedyś
zaczytywałem i do jakich mam sentyment. Więc można przymknąć oko na pewne
infantylności i sięgnąć śmiało.
Mariolka ma szesnaście lat i nie może się nudzić.
Ona potrafi nawet w codziennymi życiu znaleźć jakieś niezwykłości i przygody, a
tu jeszcze to jej życie przynosi jej naprawdę wiele przeżyć. Raz, że jej psy
mogą zrobić karierę, dwa, że pojawiają się ludzie okradający piwnice i
przyjaciele dziewczyny padają ich ofiarą! Mariolka zamierza więc rozwiązać zagadkę,
a tu wszystko się komplikuje, bo Yeti, bo tajemnica nauczyciela, bo… randka… No
i dzieje się, a co z tego wszystkiego wyniknie?
Dzieciaki lubią przygody, bo – tak mi się wydaje –
sami nawet w zwyczajnych sytuacjach potrafią znaleźć przygodę. Kiedy jesteś
mały, pójście uliczkę dalej, niż zawsze, wejście do zagajnika, nawet
odwiedzenie nowego sklepu, wszytko to może być przygodą – jest przygodą.
Dlatego i młodym czytelnikom łatwiej jest uwierzyć, że te książkowe i filmowe
przygody już z prawdziwego zdarzenia mogą się wydarzyć: bandyci, skarb, duchy,
tajemnice prowadzące w niezwykłe miejsca… No i na wierze, że dzieci wszystkie
te sploty okoliczności i niezwykłości łykną bez problemu – na wierze w ich
zawieszenie niewiary – opiera się nieco koncepcja autorki w kreowaniu akcji
powieści. Ale to wcale nie jest minus – właściwie tak być powinno, ważne, żeby
to wszystko jakoś urealnić, wyjaśnić, umotywować. No całkiem się to udaje.
A książka leci przyjemnie, szybko i zaciekawia
czytelnika. Łatwa, prosta może czasem ten infantylizm rzuca się w oczy, bo
przecież na rynku nie brak lektur dla takiej grupy wiekowej, a jednak z
mniejszym popadaniem w stylistyczną naiwność – ba, nawet wiele książek dla
dzieci bywa dojrzalszych pod tym względem – jednak całość i tak naprawdę fajnie
wchodzi i nie pozwala się nudzić. Dzieje się tu dużo, z jednej strony tak
bliżej życia, z drugiej sensacyjnie i tajemniczo, to znów z kolejnej bardziej
przygodowo, a całość to jedna z takich książek, które chętnie się czyta w wakacje
i na wakacje poleca. Więc polecam, szczególnie młodszym czytelnikom. Może to
nie klasyka pokroju Niziurskiego czy Bahdaja, z którą mi się kojarzyła w
trakcie lektury, ale też i nie dzieło, które by zawiodło. A że to już piaty
tom, widać czytelnikom się podoba.

Komentarze
Prześlij komentarz