SR:
MIODZIO
„Saints Row: Thr Third”. Wersja Remastered. No ograłem,
bo jakżeby inaczej, skoro zachwycałem się innymi częściami, a ta należy do najczęściej
wymienianych, jako najlepsza. No i co prawda mi bardziej podeszło to czyste
szaleństwo czwórki, ale trójeczka też okazała się zacna i dostarczyła masę
zabawy na jaką liczyłem. A remaster na dodatek okazał się naprawdę konkretnie
podkręcony graficznie, ale zachowujący wszystko to, co uwielbiało się w pierwowzorze.
Czyli, w skrócie, rip-off „GTA”, który pokazał, że ma swój własny charakter i
jeszcze mocniej poszedł w jaja i zapożyczenia z innych gatunków.
Fabuła jest w zasadzie prosta: oto Święci przejęli
miasto, stali się gwiazdami i… No i wiadomo, taki stan rzeczy długo się nie
utrzyma, pojawiają się wrogowie w postaci nowej potężnej organizacji i zaczyna
się walka o władzę, wpływy i przetrwanie.
A w tej walce znajdziecie wszystko, za co kochało
się poprzednie odsłony i dużo więcej. Bo tak, z „GTA” i poprzednich odsłon mamy
duże miasto, otwarty świat, akcje, zadania poboczne, wyzwania, jeżdżenie
samochodami, strzelanie i w ogóle. Ale z jeszcze większą dawką humoru, z
szaleństwem, z momentami, gdy władamy supermocami (szkoda, że tak mało ich, z
drugiej strony, jak się potem okazało, czwórka wykorzystała ten element już na
maksa i super było). Plus, że w odróżnieniu od dwójki, tu nie trzeba zbierać „szacunu”,
żeby mieć punkty do wykonywania misji. Czasem to wkurzało, bo jednak nie wszystkie
aktywności poboczne mnie w grze interesowały albo dobrze szły – choćby wyścigi,
szczególnie, że na PC dwójka chodzi dotąd, jak chodzi, a do takich wyzwań potrzeba
płynności, żeby się chciało to robić, a nie męczyć się, gdzie ci samochód
skręci… - a jednak były konieczne. Tu panuje swoboda, luz i dobra zabawa, a wszystko
robić można w swoim tempie, stylu i to, co się lubi.
Do tego całe to szaleństwo… no miodzio jest. Meta
akcje na planie filmowego blockbustera, apokalipsa zombie, kosmiczna inwazja,
misja na Marsie, latanie na miotle, masakrowanie przechodniów, rzucanie się pod
samochody w akcjach wyłudzania (jedna z moich ukochanych pobocznych spraw w tej
serii, fajnie potem eksploatowana w samodzielnym dodatku do czwórki, dziejącym się
w Piekle). Nie chcę Wam wszystkiego zdradzać, ale zabawa jest doskonała, a jeszcze
masa w tym smaczków, znajdziek, easter eggów, puszczania oka etc. Ot choćby ten
drobiazg, gdy wskoczymy sobie na wrak statku, a tu na dziobie odtworzona scena
z „Titanica”, ale przy użyciu… sekslalek.
I przy okazji doskonale to wygląda. Szczególnie
światła i cienie, no tu robota została wykonana doskonale. Poza tym gierka jest
świetnie zoptymalizowana, daje nam dużo możliwości personalizacji postaci, a i
mamy swobodę w tym, jak szybko to wszystko chcemy zaliczyć, bo można i w
kilkanaście godzin, i w ładnych kilkadziesiąt (ja spędziłem ponad czterdzieści
i żal mi było kończyć, ale zostały mi tylko niektóre drobiazgi na czas, za
którymi nie przepadam, a i to jedynie do wymaksowania, bo na podstawowym poziomie
zaliczyłem wszystkie).
Czyli leci ode mnie polecajka. Bo to seria, która
zachwyciła mnie, jak rzadko która i o wiele lepiej weszła, niż np. „Sleeping
Dogs” czy inne im podobne. Luz, humor, puszczanie oka, zabawa konwencją… Niby tylko
akcyjniak z elementami RPG, ale wyśmienity. No i jeszcze ta muza w radiu… Aż
się chciało grać i słuchać.



Komentarze
Prześlij komentarz