Amazing Spider-Man # 568: New Ways to Die, Part One: Back with Vengeance – Mark Waid, John Romita Jr., Adi Granov, Dan Slott

NOWE METODY ZABIJANIA


Wracam z kolejną spiderową fabułą z czasów "BND". Dziś krótko i szybko, bo tym razem szarpnąłem się zeszyt po zeszycie omówić całość (okej, kiedyś, w trakcie czytania zeszytówek, machnąłem sobie w takiej formie i stwierdziłem, że skoro już mam, niech zostanie). No to lecimy.


Menace powraca i od razu atakuje samochód z reklamą wyborczą przedstawiającą Holiistera. Zjawia się Spider-Man, ale walka kończy się demolką i ucieczką przestępcy. W wyniku ataku wychodzi na jaw pewien skandal polityczny. Peter szuka pracy w gazecie Bena Uricha, a tymczasem w Nowym Jorku zjawia się Norman Osoborn! A to tylko początek problemów, bowiem na horyzoncie czai się drużyna superłotrów składająca się m.in. z Venoma i Bullseye’a…

 

Rozpoczyna się nowa, dłuższa spiderowa opowieść i już od pierwszych stron widać, że nadchodzą zmiany. Nie tylko jeśli chodzi o rysownika, choć z powrotu genialnego Johna Romity Jr. jestem więcej niż zadowolony (choć kolorystę bym zmienił, jeśli mam być szczery – niemniej nie zaprzeczam, że barwy mają swój brudny urok i wprowadzają odświeżenie do „ASM”), ale ogólnie dla serii. Oto pogrubiony zeszyt zaczyna się przypomnieniem wydarzeń od powstania Spidyego po dzień obecny, a to zawsze zwiastuje coś dużego. Oczywiście służy też, jako forma przyciągnięcia nowych czytelników, którzy dzięki takiemu zabiegowi nie musza wiedzieć nic o komiksie, a zarazem zostaną zachęceni do wygrzebania skądś starych numerów, co wygeneruje kolejne zyski.

 

Ale abstrahując od tego historia jest naprawdę niezła. Wraca Eddie Brock (pamiętacie jak w polskich numerach „Spectacular Spider-Mana” umierał na raka? Teraz mamy tego dalszy ciąg), kontynuowane są wątki z cudownymi uzdrowieniami i Mr Negative’m, a w końcu i samo zakończenie jest znakomite. A do tego mamy szybką akcję i wierne sceny walk.

 


Poza tym dostajemy też dodatkowy komiks. W znakomicie narysowanym „Piątym stadium” (bo o nim mowa) Eddie wspomina swoje życie od kiedy pojawił się w nim Venom, jednocześnie czując zawód, że nie nadaje się do żadnej kuracji onkologicznej. Widzimy jego życie i spinoffowe wydarzenia łączące się z główną treścią.

 

Wszystko to razem wzięte składa się na godny polecenia, znakomity numer. Najlepszy od bardzo długiego czasu. Aż żal, że jak dotąd opowieść ta, jak i w ogóle cała seria od czasu przejęcia jej przez Straczynskiego a potem Slotta, nie ukazała się jak dotąd po polsku.

Komentarze