Amazing Spider-Man #570: New Ways to Die, Part Three: The Killer Cure – John Romita Jr., Dan Slott

ZABÓJCZA KURACJA

 

No to lecę dalej z tym story arciem - choć bliżej mu do wewnętrznego wydarzenia serii, niż typowej opowieści, bo tyle się tu dzieje i tyle postaci, że trochę nie da się tego inaczej traktować. A w trzecim numerze „New Ways to Die” tylko nabiera tempa. Coraz więcej elementów zaczyna układać się tu w jedną, spójną całość, a wydarzenia nie pozwalają nikomu nudzić się ani przez chwilę. I chociaż pisze to Slott, a on, wiadomo, miewa momenty, zamiast mieć naprawdę dobre runy, to jednak tym razem ma jeden z najjaśniejszych takich momentów swojej spidermanowej kariery. I kiedy czytam to wszystko po latach, aż żal cztery litery ściska, że zarówno Slott, jak i inni pisarze serii w ostatnich latach tak bardzo ją masakrują, zamiast serwować nam takie widowiskowe akcyjniaki jak właśnie ten.


Spider-Man przybywa do jadłodajni F.E.A.S.T., teraz będąc uważanym za zdrajcę, który działa przeciw własnemu krajowi i staje się świadkiem walki pomiędzy Venomem a Anti-Venomem, którym stał się uleczony Eddie Brock. W wyniku konfrontacji zaczynają wychodzić na jaw pewne sekrety Li. Jakby tego było mało Menace daje się znów we znaki…

 

Znów bardzo dobry zeszyt ze świetnymi rysunkami i znakomitą retardacją (retardacjami) na koniec. Muszę też docenić brudny kolor, który sprawia, że wiele scen, szczególnie te, w których widzimy zasnute chmurami niebo nadaje niesamowitego klimatu. Ale i wszystko inne jest tu takie, jak w dobrym komiksie akcji być powinno. Dobra akcja, masa postaci, wydarzeń... Jest widowiskowo i szybko, z dobrym wyczuciem tematu i fajnym podsycaniem ciekawości czytelników. Niby więc tylko taka superbohaterska akcja, niby nic poza tym, komiks środka, a jednak na poziomie i z przyjemnością wchodzący czytelnikom.

 


Połowa „New Ways to Die” za nami, przed nami drugie tyle, a życie Pająka plącze się coraz bardziej i to wciąga. Nasz bohater, niczym w komiksach z okresu Mrocznej Ery, wykańczany jest psychicznie i fizycznie coraz bardziej, co ma wywołać emocje i czasem nawet wywołuje. Akcja nie zwalnia ani na chwilę, ale nie jest chaotyczna, a mnogość postaci okazuje się być całkiem dobrze kontrolowana, no i nie brak tu także pewnych sentymentów, choć przeniesionych na nowoczesny grunt. I przy okazji ma to i urok, i odpowiedni nastrój, i dobrze podane dialogi.

 


Nic tylko czytać. Szczególnie, że „New Ways to Die” to jeden z najjaśniejszych punktów okresu w życiu Spider-Mana znanego jako „Brand New Day”. I jedna z tych opowieści Slotta, które szczególnie zasługują na uwagę i nie są ani bezczelną kopią komiksów innych twórców, ani zawodem, jakich ten scenarzysta dostarczał nam nie raz i nie dwa.

Komentarze