Amazing Spider-Man #571: New Ways to Die, Part Four: Opposites Attack – John Romita Jr., Dan Slott

PRZECIWNE ATAKI

 

Kolejny rozdział „New Ways to Die” trzyma poziom. Nic więcej właściwie nie trzeba dodawać, bo nikt w tym momencie nie zacznie swojej przygody z opowieścią, a ci, którzy czytali poprzednie części, doskonale wiedzą czego oczekiwać. Ale i tak warto przypomnieć, że to kawał bardzo dobrej opowieści i jeśli ceni się „Spider-Mana”, trzeba ją poznać, choć, wiadomo, nie samą, a w szerszym kontekście tego, co wtedy wychodziło - a wiadomo, wychodziło sporo.

 

Anti-Venom pokonał Venoma i teraz chce pomóc Spider-Manowi oczyszczając jego krew z resztek symbionta, a także radiacji. Nie jest jednak świadom, że odbierze to pająkowi wszelkie moce. Jak w takiej sytuacji poradzą sobie nasi bohaterowie? Bo zagrożenie nie minęło…

W tym czasie Osborna atakuje Menace i żąda by opuścił miasto, albo zginie. Zaczyna się walka. Kto zwycięży?

 

I znów porcja dobrej zabawy. Serio. Slott, a jednak daje radę, trzyma poziom, a nawet satysfakcjonuje. Akcja, klimat, napięcie, tajemnice… Wiele rzeczy znów ulega zmianie, wiele uchodzi na razie zbyt szybko i łatwo… Całość niemniej nadal robi duże wrażenie, a to sprawia, że zeszyty z „New Ways to Die” chętnie polecam fanom Pajęczaka. Tym bardziej, że za czasów Slotta niewiele było tak znakomitych opowieści. I ja wiem, że to nie jest nic wielkiego, że ambicji tu za grosz, a całość to tylko czysta akcja, ale właśnie ta akcja sprawia, że rzecz przypomina stare komiksy. Te akcyjniaki z lat 90., gdzie symbionty, Goblin, dobijanie bohatera, by musiał się jakoś podźwignąć i pokazać na co go stać i gdzie brak miejsca na nudę.

 


Co trzeba zauważyć to fakt, że Slott chyba zebrała tu wszystkie swoje możliwości, jako scenarzysty, całą wiedzę na temat serii i stworzył sześcioodcinkową fabułę, która rozmachem kojarzy się z eventami. Cała plejada bohaterów, mnóstwo wydarzeń, szybkie tempo i świetny klimat, który budują wyśmienite rysunki Johna Romity Jr. sprawiają, że czytelnik nie tyle nie nudzi się, ile autentycznie z zachwytem wczytuje się w kolejne rozdziały. I nic więcej dodawać nie trzeba.

Komentarze