Amazing Spider-Man: Brand New Day, Vol. 2 – Bob Gale, Zeb Wells, Phil Jimenez, Chris Bachalo, Barry Kitson

WINNY: SPIDER-MAN

 

W drugim tomie zbierającym zeszyty „Brand New Day”, twórcy postanowili jak najbardziej namieszać w życiu Petera. W konsekwencji zrodziły się trzy dłuższe i jedna krótsza opowieść, wzajemnie się łączące i przeplatające, ale zbliżone do siebie poziomem. Co to znaczy dla fanów? Porcję niezłej, ale tylko niezłej rozrywki, utrzymanej w klimacie komiksów z lat 90. XX wieku.

 

Zacznijmy od pierwszej historii. Spider-Man złodziejem i mordercą? Media piszą o nim coraz gorzej, a ściganie złodzieja jeszcze bardziej komplikuje jego życie gdy akcja ta doprowadza do powstania nowego wroga, potężnego Freaka. A tymczasem trwają przygotowania do wyborów na burmistrza...

 

Dawne sprawy zostają zawieszone, nowe problemy pojawiają się zewsząd, nie wyjaśnia się nic, ale akcja ma swoje tempo i czyta się to całkiem nieźle, choć ani rysunki ani scenariusz nie powalają na kolana. Całość to dość przeciętna opowieść środka, klasyczna w nie najlepszym tego słowa znaczeniu i sprawiająca wrażenie, jakby twórcy nie wiedzieli do końca, w którą stronę chcą pójść.

 

Lepiej jest w drugiej części tomu. Tu Spider-Man walczy z grupą samurajów, ostrzeliwany przez nich z łuków. Jak do tego doszło i czemu w kwietniu pada śnieg? Wszystko zaczęło się kilka godzin wcześniej i spotkania Spidera z Wolverine’em i dr Strange’em. Do tego dochodzą Majowie, śnieżyca odcinająca Spidera od świata. A tymczasem Carlie pakuje się w spore kłopoty…

 


I trzeba powiedzieć że te zeszyty to powiew świeżości i o dziwo miłe zaskoczenie. Fabuła to taki przerywnik nie wnoszący nic do akcji zapoczątkowanej przez poprzednie zeszyty, ale za to całkiem przyjemny. Ratują go zaś świetne ilustracje Chrisa Bachalo. Co prawda kolor nie jest tu tak udany, jakby mógł, wystarczy spojrzeć na znane w Polsce zaszyty „Uncanny X-Men” pisane przez Bendisa, by zobaczyć, jak to pod względem barw mogło wyglądać, ale i tak jest naprawdę bardzo dobrze. Bo co tu dużo mówić, kiczowaty klimat horrorów z lat 80., jaki ma ta opowieść, po prostu urzeka.

 

W finałowym zeszycie tego tomu, Peter przygotowuje się na powrót Freaka, który wg Connorsa musi pojawić się ponownie. Niestety wraca również Manace. Zaczynają się prawdziwe problemy…

 


Ale niestety jest nieco słabiej,  szczególnie rysunkowo i kolorystycznie, niemniej zeszyt jest naprawdę dobry. Byłoby źle gdyby nie humor, a tak całość czyta się lekko i przyjemnie. Powracamy do wątków głównych, czyli wyborów na burmistrza, Manace’a, May i Harry’ego, a dodatkowo dostajemy wreszcie rozwiązanie kwestii Freaka. Czy ostateczne? Musicie przekonać się sami.

 

Na koniec zostaje mi jedynie powiedzieć, że chociaż „Brand New Day” jest chaotyczne, swój urok posiada. To komiks, jaki mógłby powstać w latach 90., kiedy masa autorów wrzucała do scenariuszy, co tylko się da, a potem usiłowała wybrnąć z nagromadzonych wątków. Jeśli przymknąć na to oko, można uznać, że twórcy chcą nam tu zadać jak najwięcej pytań i serwować zwroty akcji, odciągając wyjaśnienie najdłużej, jak mogą, co potrafi zaintrygować, nawet jeśli czasem zwyczajnie w świecie drażni.

Komentarze