MASTER I
JEGO KRÓTKIE FORMY
Masterton. Uwielbiam tego gościa od wczesnych lat
nastoletniości, kiedy masowo zacząłem czytać horrory. Łapałem się wtedy za
wszystko, co można było dostać w miejskiej bibliotece – King z paroma
książkami, całkiem sporo Koontza, trochę Mastertona, z którego powyrywano
strony… - a że był to czas wakacji, na zawsze już takie książki będą mi się
kojarzyły z letnimi miesiącami, upałem, niebem ciemniejącym od burzowych chmur,
szarpiącym stronami książki wiatrem i mną siedzącym na dworze, w fajnej atmosferce.
A teraz, akurat w wakacyjny czas, trafił w moje ręce kolejny tytuł z nazwiskiem
Mastertona na okładce – tym razem zbiór opowiadań, z których dwa Graham
popełnił z młodą autorką horrorów. I fajnie jest, poziom bywa różny, ale ogół
pozostaje bardzo przyjemny.
Żona pewnego mężczyzny przestaje istnieć. Reżyser kręcący
horror we Wrocławiu, by znaleźć się w samym śrdoku koszmaru. Kobieta okalecza
się, malarz w snach przeżywa romans z Polką, a to tylko część tego, co dzieje
się na stronach niniejszej książki.
Ten zbiór to parę tekstów już znanych z tego czy
innego miejsca, parę perełek i sporo typowej horrorowej roboty. Rzecz skupia się na zgłębieniu mrocznej strony
i nawet ostrzega, że zawiera treści nie dla każdego, nie brakuje tu zatem
mocniejszych rzeczy i tego książce odmówić się nie da. Z drugiej jednak strony,
kiedyś Masterton robił już rzeczy o wiele bardziej kontrowersyjne czy mocne,
więc kto czyta go od lat, nie dostanie nic, co by go trzepnęło czy ruszyło –
chyba, że trzepało go i ruszało wszystko dotychczas.
Ale na każdego czeka tu porcja typowego dla
Mastertona horroru. Czasem więc ta groza jrąży gdzieś na dalszym planie, czasem
na bliższym, czasem to makabra bardziej go interesuje, to znów bardziej chodzi
mu o ludzi i nastrój, emocje. Bywa smutno, bywa ciekawie, czasem bez większego
pomysłu, ale zawodu nie ma. Naprawdę fajnie się to czyta, ciekawie wchodzą
takie meta momenty, jak to opowiadanie o Wrocławiu, ale i klasyczne podejście
też nie rozczarowuje. Po prostu dobra, typowa dla autora robota – więc jest
seks, są kontrowersje, są obrzydliwości i lejąca się strumieniami krew – którą czyta
się milo, może bez dreszczyku (wiadomo, mnie horrory nie straszą), ale za to z
klimatem.
No i z fajnym wykonaniem. O Dawn G. Harris, autorce
jednej tylko książki (więc trudno nazwać ją wschodzącą gwiazdą gatunku), się
nie wypowiem, bo niewiele jej i jakoś tak nie za bardzo poczułem ją, jako
autorkę, bo wszystko tu było typowo mastertonowe, więc albo to on dominował w
tym duecie pisarskim, albo ona operuje podobnym stylem. Ale sam Masterton jak
zawsze daje radę. Wiadomo, krótkie formy ubiera w słowa prostsze, niż swoje
powieści, ale nadal jest to treściwe i przyjemne.
Po prostu dobra książka dla miłośników horrorów. Dziesięć
tekstów w sam raz na łyknięcie po opowiadanku w wolnej chwili. Masterton nadal
w formie.

Komentarze
Prześlij komentarz