RODZINNA
WYPRAWA
„Spy × Family Code: White”, pierwsza kinówka do
uroczej serii i… No i jakoś tak nie wyszło to do końca tak, jak powinno. Lubię
mangę, bo nie da się jej nie lubić, serii anime jakoś jeszcze nie obejrzałem,
ale mam w planach, przymierzam się, ale to dopiero, jak już zapomnę nieco
wątków i będę mógł sobie na nowo odkryć. Ale film zaliczyłem, bo zupełnie nowa
historia i z jednej strony fajnie było, z drugiej też pewien zawód. Produkcja
wygląda ładnie, nawet mimo niekiedy beznadziejnych efektów komputerowych, jak w
scenie walki Yor z cyborgiem, ma fajne momenty, ale jest też niewyważona i
wciśnięto tu rzeczy absolutnie do „Spy” niepasujące.
Misja Lloyda trwa, a żeby zbliżyć się do jej
wypełnienia, będzie musiał pokazać się od najlepszej strony w… konkursie
kulinarnym. Żeby to osiągnąć, będzie musiał wyruszyć w podróż, w którą zabiera
swoją „rodzinę” – złożoną z płatnej morderczyni Yor, psa z dziwnymi
zdolnościami i czytającej w myślach „córki” Anyi – nie wiedząc, w jakie
tarapaty się wpakują. A wszystko przez to, że Anya zjada pewną czekoladkę, co
staje się początkiem iście morderczej walki o przetrwanie!
Zacznijmy od tego, co zgrzyta, bo jest tego trochę,
ale z drugiej strony nie dominuje nad plusami, więc i łatwiej, i szybciej
będzie. Raz to to nieszczęsne CGI, które czasem tak wali po oczach, tak nie
pasuje wizualnie do całej reszty, że czułem się, jakbym oglądał nagle wrzucone
do filmu animowanego cutscenki z jakiejś gry. Aż dziw, bo ogólnie produkcja
dużo korzysta z komputera, jednak przez większość czasu wygląda dobrze, a tu
nagle takie wpadki, takie kiksy, że aż zęby bolą a oczy łzawią (coś na poziomie
komputerowych scen z Ayanami z ostatniej kinówki „NGE”). Druga sprawa to sama
fabuła, bo twórcy chcieli długo, dobić do niemal dwóch godzin, a pomysłu było
góra na godzinę, więc rozciągnęli go i w pewnym momencie zaczęło wiać nudą. Nie
jakoś bardzo, ale widać było fabularne wysilenie, które przełożyło się na
niezdolność zaangażowania odbiorcy w akcję. Poza tym są tu elementy, które do
serii zwyczajnie nie pasują. To jest trochę jak z wczesnymi kinówkami „DB” czy „Naruto”,
gdzie mieliśmy niby wszystko, co doskonale znamy, ale z elementami, które jakoś
nie pasowały do uniwersum: tu najbardziej w oczy kłuje to scena z wypróżnianiem.
Taki humor fizjologiczny w serii dotąd się nie pojawiał i zwyczajnie nie pasuje
do całości. A szkoda.
„Spy × Family Code: White” jednak nadal jest
całkiem niezłym filmem. Anya w mandze rozbraja i w filmie też robi to nie
najgorzej. Produkcja całkiem dobrze zachowuje charakter pierwowzoru, na ekranie
dzieje się dużo i z humorem, bywa widowiskowo i nastrojowo (sympatyczne sceny
zimowe etc. potrafią zrobić robotę), a całość to taka lekka przygodówka, gdzie
elementy szkolne zostały ograniczone do minimum, za to postawiono na akcyjniak
z efektami – co dla jednych będzie plusem, dla innych minusem, ale to już
kwestia gustu, bo seria przecież oboma rzeczami stoi – i paroma innymi, jak obawami
Yor, które tu fajnie wykorzystano. Wygląda to też dość wiernie względem
pierwowzoru, a i ma całkiem sporo uroku i wdzięczności. No i trzeba docenić, że
to kolejne fajne anime, które w ostatnich latach trafiło do polskich kin.
W skrócie: nie jest źle, ale oczekiwałem czegoś więcej. Bo potencjał na więcej był, a wyszła typowa produkcja, jakich wiele. Obejrzeć jednak śmiało można i mam nadzieję, że kolejna kinówka – bo takowa pewnie powstanie, skoro film okazał się hitem – wskoczy na wyższy poziom. Ale póki co źle nie jest i jeszcze kiedyś może wrócę do tej produkcji.




Komentarze
Prześlij komentarz