NIESPIESZNY ŻYWOT CZŁOWIEKA WIEJSKIEGO
Bohater otwierającej ten zbiór noweli, „Pogrzeb
kartofla” ciągle powtarza, że nie będzie się spieszył i te właśnie słowa stają
się znamienne dla całego zbioru. Bo w każdej noweli, które na „Jańcia Wodnika”
się złożyły, niezależnie od tego, co stanowi oś całej akcji właśnie pean
przeciwieństwa tak znanego nam z codzienności pośpiechu wybrzmiewa najgłośniej.
Wsi spokojna i wesoła. Tak przed laty pisał Jan
Kochanowski. Ale wieś wcale taka nie jest, o czym doskonale wie Jan Jakub
Kolski, ceniony reżyser i scenarzysta takich dzieł, jak „Jańcio wodnik”,
„Pornografia” czy „Jasminum”. W zebranych tutaj sześciu opowieściach maluje
Kolski portret piękna przyrody zderzony z brutalnością zamkniętej, niemalże
odizolowanej od całego świata społeczności, która rządzi się własnymi prawami i
zasadami. Jednakże wiejski świat nie ogranicza się tylko do sielankowej
scenerii i tzw. „własnych spraw” osób żyjących w jej ramach. W ich losy
niepostrzeżenie wsącza się coś ponad. Coś dziwnego. Niepojętego. Cud.
Przekleństwo. Boska próba. Dla bohaterów „Pogrzebu kartofla” traktującego o
powrocie więźnia obozu koncentracyjnego do rodzinnej wsi są to wizje jednego z
jej mieszkańców. W „Cudownym miejscu” nowo przybyły na parafię ksiądz będzie
musiał zmierzyć się z cudem. Bohater „Ułaskawienia” natomiast wraca w rodzinne
strony by prosić mieszkańców wsi albo o przebaczenie i zesłanie na tajemniczą
wyspę, albo o śmierć z ich ręki. W zgoła innej sytua-cji postawiony zostaje
Jańcio Wodnik, który stanie się naczyniem pełnym cudów – podobnie choć całkiem
inaczej, jak Magneto, człowiek przyciągającym metale. Nie zabraknie też miejsca
dla śmierci. Zbiór kończy bowiem „Pograbek”, opowieść o mężczyźnie, który
zajmuje się zabijaniem zwierząt gospodarczych, będących u kresu swej ziemskiej
drogi i przydatności, a który będzie musiał stanąć do walki o nowe życie i
swoją żonę.
Filmy Kolskiego są piękne i wysmakowane, zupełnie
inne niż to, z czego zazwyczaj „słynie” polska kinematografia. Podobnie jest z
jego literaturą. To, co znalazło się w tym zbiorze to w większości historie
doskonale znane z kinowych i telewizyjnych ekranów, jednakże na papierze
nabierające jakiejś innej mocy. Jak Kolski pisze? Bardzo klasycznie, jego
twórczość tkwi stylistycznie w okresie, jakiego bezpośrednio dotyka czyli czasów
krótko po drugiej wojnie światowej. Każdy z jego tekstów przesycony jest
specyfiką tych czasów i specyfiką samej wsi. A w panującym tutaj, przepełnionym
napięciem spokoju nadchodzi w końcu pora rozliczeń. Rozliczeń z ciężkimi
czasami i ludzkimi słabościami, co najlepiej pokazuje „Pogrzeb kartofla” –
bohater po powrocie z koszmaru obozu koncentracyjnego odkrywa, że stał się
obiektem nienawiści. Nienawiści ze strony ludzi, którzy rozkradli jego rzeczy,
a którzy na dodatek nie chcą dzielić się ziemiami, jakie mają im przypaść w
ramach reformy. Analiza ludzkich charakterów to zresztą największa siła nowel
Kolskiego, a stawiane przy okazji pytania skłaniają do refleksji. Czy cud może
stać się udziałem kogoś, kto ma opinię wielkiego grzesznika, a jeśli tak to
dlaczego? Czemu przebaczamy jednym, a innych gotowi jesteśmy zabić? I dlaczego
pieniądze aż tak bardzo deprawują większość z nas? Brzmi sztampowo? W innych
rękach z pewnością takie by było, ale Kolski unika schematów tak, jak unika
prostych odpowiedzi. Wystarczają mu pytania. I intrygująca symbolika, jakby
wyrwana ze snu, która wkracza w życie bohaterów wcale nieżądających jej
umotywowania. Jakby ta niezwykłość była jedynie kolejnym elementem
codzienności, tylko zdarzającym się rzadziej od innych.
Wrażenia płynące z lektury zachwycają. „Jańcio
Wodnik” to jedna z najlepszych polskich książek, jakie miałem w swoich rękach.
Sentymentalna, rozliczeniowa, mądra, głęboka i piękna stylistycznie. Książka do
smakowania, do delektowania się nią i zachwycania. Poznajcie koniecznie,
szczególnie, że wydanie od Latarni prezentuje się naprawdę znakomicie.

Komentarze
Prześlij komentarz