MIKOŁAJEK
NA KAŻDĄ POGODĘ
Za oknami mamy jesień, porę roku, kiedy chłód i
ponura aura... No dobra, na razie ciepło jest, upalnie, słonecznie, ale już niedługo pewnie się to zmieni i okres ten zacznie pozbawiać nas na równi sił, jak i dobrego humoru. Że o pojawiających się czy nasilających się chorobach
sezonowych nie wspomnę. To wszystko dopada także bohaterów wymyślonych, również
– a może w szczególności – w książkach dla dzieci; a zatem nie mogło ominąć
przy tym kultowego Mikołajka. W konsekwencji powstała wspaniała książka, która
skutecznie poprawia humor i zachwyca niezależnie od wieku!
Kończy się lato, zaczyna jesień. Liście na drzewach
przestają być zielone, temperatura powietrza spada. Kończy się także coś
jeszcze – wakacje. Wakacje się kończą! Cóż może być gorszego dla młodego
człowieka? Szczególnie, że to przecież oznacza powrót do szkoły! Na szczęście
dla Mikołajka wszystko ma swoje plusy – w szkole czekają przecież koledzy, znów
można się bić, psocić, doprowadzać innych do szaleństwa. Można się dobrze
bawić, znaczy. Szczególnie, kiedy nauczyciele (chyba nienauczeni na błędach
wcześniejszych lat) postanowią zabrać swoich uczniów na wycieczkę. Ale przecież
życie nie składa się tylko z zabawy (niestety), czasem trzeba posprzątać (czy
na pewno mama wie czym grozi proszenie o to Mikołajka?), czasem wybrać się do
lekarza (czy lekarz na pewno wie czym grozi wizyta Mikołajka) a czasem zmagać z
konającym (na lekkie przeziębienie) mężczyzną (ale czy rodzina jest gotowa na
tak szokujące doświadczenie)? Zawsze jednak można wyjść z tego wszystkiego z
twarzą... a przynajmniej z dobrym humorem. Bo jak zniszczyło się dużo drogich
rzeczy, komuś z nosa leci krew, a ktoś inny (albo i ten sam) płacze, zabawa
musiała być przednia.
I czytanie tej książeczki, na którą złożyło się
osiem ilustrowanych opowiadań to właśnie taka przednia zabawa, podana w
najlepszym stylu. I cóż z tego, że od powstania Mikołajka minęło już dobrych
kilkadziesiąt lat – kolejne pokolenia doskonale bawią się czytając jego
przygody, te zaś nic nie straciły ze swojej aktualności. Mogą zmieniać się
czasy, mogą zmieniać się scenerie, gadżety, polityka i wszystko inne, ale
dziecięca pomysłowość nie zmienia się nigdy. I, oczywiście, Mikołajek!
Co jest w nim takiego? Rozbrajająca, zachwycająca i
– mimo wszystko – niepodważalna logika. Bo jak już się zbiło drogą wazę (kto to
zresztą widział, by talerzy w domu było dwadzieścia cztery... wróć, teraz to
dwadzieścia dwa, ale przecież nigdy nie mają aż tylu gości by wszystkie były
potrzebne na raz, a waza jedna!), to przynajmniej zaoszczędzony został czas,
który w innym razie trzeba by było przeznaczyć na odnoszenie naczynia.
Logiczne? Oczywiście! Gorzej, że nie wszyscy tak to widzą. Na szczęście
czytelnicy nie są tak krótkowzroczni i potrafią w pełni docenić... hmm...
talenty Mikołajka.
Wspaniale napisane przez ojca „Asterixa”, René
Goscinnego (a przy okazji także tak popularnych serii komiksowych, jak
„Umpapa”, „Iznogud” czy „Lucky Luke”) opowiadanka równie znakomicie zilustrował
Jean-Jacques Sempé. Rysunki, proste pod względem wykonania, czarnobiałe,
delikatne, idealne dla dzieci i dorosłych. Aż chciałoby się więcej i więcej.
Wnioski będą więc bardziej, niż oczywiste. „Jesień Mikołajka” to nie tylko pozycja godna polecenia, nie tylko pozycja warta poznania, ale przede wszystkim pozycja, którą każdy, absolutnie każdy powinien przeczytać. Nie ważne jaką porę roku ma za oknem, ile ma lat i czym się interesuje. Ta książka potrafi uwieść każdego – i robi to skutecznie od ponad pół wieku. Acz akurat na jesieni, w takim klimacie, wchodzi najlepiej.

Komentarze
Prześlij komentarz