„Powrót z piekła, czy jak ktoś woli „Hellraiser”, to
zdecydowanie najsłynniejsze dzieło Clive’a Barkera. Co prawda autor stworzył początkowo tylko jedną, samodzielną powieść (choć lata później dopowiedział do niej to i
owo), ale seria filmów, do której przykładał rękę stała się wielkim hitem. Sam dzieło
to, nowelę właściwie, przeczytałem lata temu i to z niemałą satysfakcją. I chociaż
teraz rzecz jest niemal nie do zdobycia, warto poszukać jej choćby na półkach w
bibliotece i poznać, bo to kawał świetnego horroru, który powinien znaleźć się
na celowniku każdego miłośnika gatunku.
Frank Cotton kupuje tajemniczą kostkę. To ma być
zabawka. Przedmiot, który obrósł legendami. Ale w legendach tkwi zawsze ziarno
prawdy, a czasem w tkwi w nich także niewyobrażalny koszmar. Frank przekonuje
się o tym bardziej, niż by chciał…
Jakiś czas potem jego brat wraz z rodziną wprowadza
się do domu. Nikt z nich nie ma jednak pojęcia, co właściwie już wkrótce ich
czeka. W podłodze kryje się coś, co bardzo pragnie krwi, a każdy może być
zagrożony. Ale śmierć w tym wypadku może okazać się najprzyjemniejszym, co może
spotkać krewnych Franka…
Sławę przyniosły Barkerowi zbiory opowiadań znane, jako „Księgi krwi”. Ale to „Powrót z piekła” pozwolił mu na stałe zapisać się w historii grozy. Teraz nie ma chyba osoby, która nie kojarzyłaby cenobitów, a dokładniej ich najsłynniejszego przedstawiciela, Pinheada, istoty o czaszce nabitej gwoździami. To już ikona horrorów na miarę Leatherface’a, Jasona Voorheesa, Freddy’ego, Michaela Myersa czy Laleczki Chucky. I był też prekursorem łamania gatunkowych barier – zanim Jason poleciał w kosmos w filmie „Jason X”, Pinhead już tam był w „Hellraiserze 4”. A wszystko zaczęło się w 1986 roku od tej niepozornej, 150-stronicowej książki.
„Powrót z piekła” po raz pierwszy przeczytałem lata
temu, jednego, dość ciężkiego dla mnie popołudnia. Nie będę wdawał się w
szczegóły, ale nastrój cierpienia dobrze współgrał z masochistyczną treścią książki.
Bo właśnie taki jest to horror. Oparty na bólu, tym rozdzierającym ciało, ale i
duszę, skoncentrowany na okaleczeniu i udręczeniu. Czy czytanie go boli? Nie. Ale
ma w sobie coś z sadomasochistycznej zabawy i przyjemności odczuwanej z
obcowania z brudem. Ale nawet jeśli w danej chwili nie przeżywacie cierpienia,
jeśli cenicie horrory, będziecie zadowoleni.
Bo Barker to dobry pisarz. Oszczędny stylistycznie,
ale w tej oszczędności i prostocie tkwi mnóstwo siły przekonywania, pasji i mocy. Jego opisy
są plastyczne, pomysły szalone, a całość, choć klasyczna, łamie schematy. Nie jest
to powieść idealna, ale jeśli chodzi o literaturę grozy, jedna z najciekawszych
i najbardziej wartych poznania. Dlatego polecam gorąco. Tak samo, jak pierwsze
cztery filmowe odsłony cyklu.

Komentarze
Prześlij komentarz