R.I.P.D.?
Moje trzecie spotkanie z prozą Oszubskiego i… No i
znów pewien zawód, bo tak, jak w przypadku poprzednich (jedno opowiadanie,
jedna powieść), fabularnie jeszcze mogłoby być całkiem fajnie i do rzeczy, ale
stylistycznie to już tak, jakbym czytał prozę napisaną przez nastolatka, który
coś tam pod względem pisania liznął tu i ówdzie, ale jednak za dobrze piórem
nie włada. In plus, że rzecz nie jest na serio i taki absurd tematyczny, że jeśli
ktoś już po to sięga, od biedy może przymknąć oko czy dwa na jakość, ale i tak
na niewiele się to zda, bo nadal czuje się pisarską nieporadność.
Bydgoszcz. Piątek trzynastego. A jak piątek
trzynastego, to, wiadomo, pech, nieszczęście i w ogóle. I właśnie pech dotyka
miasto, atakuje, paraliżuje. I nikt nie ma pojęcia co się dzieje. W tym właśnie
momencie na scenę wkracza tytułowe Zaświatowe Biuro Śledcze, które ma tylko pół
doby na rozwiązanie zagadki i poradzenie sobie z problemem. Ale są siły, które
im przeszkadzają. I jest masa osób i stworzeń zamieszanych w całą aferę, od
wielkiego kota i ducha psa, przez opętaną polonistkę i tarocistkę, po zjawy i
kosmitów…
Masa ludzi narzeka u nas na prozę Pilipiuka. Że
prosta, że wyrugowana intelektualnie, że… No ogólnie przydomek Wielki Grafoman,
jaki sam sobie autor nadał, dobrze określa to, co ludzie mają mu do zarzucenia
(pomijam wszystkie te kwestie poglądów, które nie podobają się pewnej grupie
czytelników i tym podobne sprawy). A wspominam o tym, bo Pilipiuk też uprawia
fantastykę na śmieszno, też pisze prosto i gdy robi to w powieściach, widać przeładowanie
pomysłami, a podobnie rzecz ma się z tą powieścią Oszubskiego. Różnica?
Pilipiuk w odróżnieniu od Oszubskiego swoje książki serwuje poprawnie podaną polszczyzną,
niezłym, mimo prostoty, a przede wszystkim naznaczonym pisarskim doświadczeniem
stylem. Tu tej poprawności i doświadczenia zwyczajnie brak. Co dziwi, bo
Oszubski pisze i wydaje od lat, a nawet zgarnął nominację do Zajdla.
Więc nie będę ukrywał, że męczyłem tę powieść. Nieporadne
zdania, przez które się brnęło, zamiast płynąć. I powinno mnie to śmieszyć, a
jakoś nie śmieszyło. Akcja była niezła, nawrzucał Oszubski czego tylko się dało
do tej książki, chciał poszaleć, posklejać to wszystko z motywów, które chłonął
chyba całe życie. No i czasem przedobrzył. Fabułę skroił przeładowaną i przy
okazji zaludnioną postaciami dość
płytkimi, prostymi, jednowymiarowymi. Klimat? Czasem jest, czasem jest
swojskość, a czasem po prosu to leci przed siebie, bez zawracania sobie głowy
czymkolwiek innym. I to, że tak pędzi na przód to w zasadzie spory plus. Książka
ma zresztą całą masę czarnobiałych ilustracji, co chwila coś pojawia się na stronach,
dzięki czemu szybciej się ją czyta, jednak przez to sprawia też wrażenie czegoś
skierowanego do młodszego czytelnika.
I to chyba dobre podsumowanie. Z jednej strony nie
czuję, by to była rzecz skierowana do grupy young adult, z drugiej, przy tej
stylistycznej prostocie i niewprawności, połączonej z fabuła, w której autor
chciał pokazać bogactwo wyobraźni, a nie swoją biegłość literacką, nie ma szans,
by dojrzalsi czytelnicy znaleźli tu cokolwiek dla siebie. „Zaświatowe Biuro Śledcze”
to miks gatunków (od horroru i kryminału, po komedię pożenioną z romansem),
wątków i motywów (skojarzenia z filmem / komiksem „R.I.P.D. Agenci z zaświatów”
jak najbardziej na miejscu), skierowany do niewymagających czytelników. I nie
chodzi mi tu wcale o czytelników, którzy unikają ambicji i wyższych wartości,
jak ognia – choć o nich też, bo niczego głębszego czy skłaniającego go zadumy,
refleksji bądź myślenia tu nie znajdziecie – a o takich, którzy nie mają
większych wymagań co do treści czy wykonania. Bo tylko wtedy można to uznać za jakąś namiastkę rozrywki. Szkoda. Ale za to okładka fajnie wygląda i to doceniam.

Komentarze
Prześlij komentarz