Dziady, część V: Dziady, które nie spieprzają – Adam Mickiewicz, Mikołaj Kołyszko

NIE OPIEPRZAJ SIĘ DZIADU, GRAJ!


„Dziady” już były. Mickiewiczowi machnęło się cztery części, trochę mu się po drodze pogubiło z wyjaśnieniami wątków, ale cóż, i tak wyszło lepiej niż taki jeden narodowy wierszyk, w których chwalimy Litwę. Bywa. „Dziady” też były na scenie. Tych pod sklepami ciułającymi grosza na niewyszukane drinki nie liczymy. A teraz mamy „Dziady V”. I to „Dziady, które nie spieprzają”. Ba, na dodatek to „Dziady” w wersji gamebookowej. A że wersja to udana i dostarcza dobrej zabawy, warto ją poznać. i to bez opieprzania się.

 

Autor wpadł sobie na pomysł, by wykorzystać wiedzę zdobytą na studiach i wywołać ducha. Padło na Mickiewicza, a Mickiewicz, dręczony przez natchnienie, ale pozbawiony cielesności, która pozwoliłaby mu przelać pomysły na papier, postanawia wykorzystać autora, żeby dopisał nowy rozdział jego wielkiego dzieła. Na szczęście nie chodzi o kolejną księgę „Pana Tadeusza”, a „Dziady”. Tylko Adam nie chce kończyć „Dziadów” pierwszych, a napisać nową, epicką część, tym razem w formie gry paragrafowej. Miało być oryginalnie, ale już wcześniej ktoś to wymyślił. Ale cóż, będzie i tak.

A o czym opowiadają te „Dziady”? Zmarło się Guślarzowi. Bardzo brutalnie się zmarło. I to z czyjąś pomocą. Zabity i pochowany już jakiś czas temu, wciąż bywa widywany we wsi. Ktoś musi rozwiązać tą zagadkę i tu na scenę wkracza gracz, który musi wcielić się w jedną z postaci (do wyboru ma Konrado-Gustawa, Karolinę Zann, Nowosilcowa i Guślarkę) i pokierować jej losami, aż do finału.

 

Gra paragrafowe, gamebooki czy jak chcecie je zwać, to rzecz popularna w naszych czasach, ale wcale niebędąca wielką nowością. Pamiętam, że już jako dziecko czytałem podobne rzeczy – publikowane w magazynach poświęconych grom komputerowym – ale to tylko tak na marginesie. Gamebooki, jeśli dobrze wykonane, są przyjemną rozrywką dla tych, którzy lubią i czytać, i grać. Jest fabuła, jest zagadka, jest akcja, jest szansa na wybieranie, co zrobić ma bohater itp. A „Dziady, część V” są dobrze wykonane.


Autor bierze tu na warsztat mickiewiczowskie „Dziady” (które swoją drogą cenię, podobnie jak twórca za „Panem Tadeuszem” nie przepadając) i zmienia je w zabawną opowiastkę z horrorem i nuta satyry. Opcji gry jest całkiem sporo – można wybrać sobie postać, płeć (niebinarną też, choć autor chyba trochę tego nie przemyślał, bo i tak możesz grać bohaterem zupełnie innej, niż wybrana przez siebie płeć, a i tak nie ma to większego znaczenia dla rozgrywki, a trochę szkoda), czy chcemy grać z elementem losowym itp. Personalizacji postaci mogłoby być więcej, więcej też różnorodności w przechodzeniu całości w zależności od wyboru bohatera, ale liczy fabuła, a ta jest udana, literacko nieźle napisana i dostarcza dobrej zabawy.

 

Dorzućcie do tego świetne wydanie i dostaniecie kawał dobrej gry paragrafowej. Największą jej siłą jest co prawda nie sama rozgrywka, a humor, ale i tak nie zawodzi też jako gra. Po prostu ciekawy projekt rozrywkowy, po który warto sięgnąć.

Komentarze