Fantastic Four / Spider-Man Classic - Kurt Busiek, Chris Claremont, J. M. DeMatteis, Stan Lee, Bill Mantlo, Michael Allred, Mike Zeck, Sal Buscema, John Byrne, Frank Miller
Tak ogólnie za zbiorczymi tematycznymi antologiami to ja nie przepadam. Bo w sumie jaki w tym sens? Trochę z tego, trochę z tamtego, wszystko w jednym, wybranym temacie, najczęściej bez ciągłości… No ale czasem sięgam, kiedy nie mam innych opcji zdobycia niektórych historii albo kiedy za grosze, a mogę dzięki temu coś tam uzupełnić w kolekcji. Z tym tomem było podobnie. Raz, że tanio, a w sumie miałem dotąd z tego jeden tylko zeszyt, więc dopełnić jest co, dwa, że w większości to zeszyty z serii pobocznych, więc pewnie szybko zbiorczo się tego nie doczekam. No i wreszcie, że jednak fajni twórcy: DeMatteis, Miller, Claremont, Busiek, Allred i paru jeszcze innych. Więc całość bardzo spoko, choć wiadomo, klasyczna, więc przegadana, ale przyjemna. Rzecz na poziomie i fajnie wchodząca w temat i chociaż ciągłości tu nie ma, wszystkie historie to samodzielne rzeczy, które nie wymagają od nas żadnej wiedzy o postaciach czy uniwersum.
Spider-Man i Fantastyczna Czwórka. Heros samotnik i
drużyna / rodzina bohaterów. Chciał do nich dołączyć, ale nie wyszło. Przez
lata jednak pracowali i działali razem nie raz i nie dwa. I przekrój przez te
ich wczesne przygody prezentuje nam ten album. Na początek Spider, mając dość tego, jak traktowany jest w mediach, chce połączyć siły z FF dla podreperowania reputacji. Potem zostaje zwabiony przez podszywających się za Fantastyczną Czwórkę złoli, którzy mają co do niego i FF konkretny cel. W kolejnej opowieści ciało Pajęczaka zostaje przejęte przez wroga, który wykorzystuje go do wymierzenia sprawiedliwości, a to niestety łączy się z Fantastyczną Czwórką. Później na scenę wraca Every-Man, a pozbawiony swoich zdolności umysłowych Reed, wraz ze Spiderem, będzie musiał stawić czoła stojącemu za tym wszystkim, równie szalonemu co Every-Man wrogowi. I wreszcie na koniec, wracając do czasów wczesnych przygód Petera, Spider-Man stara się podreperować swój medialny wizerunek, ale przeszkadza mu w tym Ludzka Pochodnia. Chcąc się na nim odegrać Peter umawia się z jego siostrą, Sue, która wściekła na Reeda za brak zainteresowania nią, zgadza się na randkę. Johnny jednak nie zamierza tak tego zostawić i zaczyna się najbardziej szalona, pokręcona i pełna akcji randka w historii!
Jak wiadomo, zaczyna się od absolutnej klasyki,
czyli premierowego zeszytu „Amazing Spider-Mana”, gdzie Pajęczak chciał
dołączyć do pierwszej rodziny Marvela, a kończy rzeczą już współczesną, ale
mocno w tej klasyce osadzoną, czyli annualem z 1996 roku, w którym Busiek dorzuca
coś do wspólnych relacji tych bohaterów i ich długiej historii, fajnie grając tym,
co retro. No a retro to to jest całe, tak totalnie i to trzeba lubić, żeby się
tu odnaleźć. A jednocześnie mamy kilka rzeczy, które wyłamują się z tej schematyczności.
Pierwsza z nich to zdecydowanie setny numer „Marvel Team-Up”, gdzie Claremont i Miller piszą, a Miller rysuje (a skoro Claremont pisze, to i X-Men nie może zabraknąć). No i fabuła dość typowa, przegadana, acz przegadana w ten przyjemnie patetyczny, napuszony millerowski sposób, ale nie powiem, postarali się by całkiem atrakcyjnie to wychodziło. Zresztą ich pomysł (wróg przejmuje ciało Petera i zaczyna działać po swojemu) potem skopiował Slott, tworząc swojego „Superiora”. No ale Miller tu jeszcze dorzuca te swoje grafiki, wczesne, więc bez tego późniejszego sznytu, bliskie temu, co znamy z jego „Daredevila”, ale są sceny wyprzedzające swoje czasy (jak retrospekcje), jest tu sporo nowatorskich scen i jeszcze mamy to kadrowanie, typowe dla niego, a jednak coś nowego i nawet dziś rzadkiego.
Bardzo fajnie wypada też dwuczęściowy komiks w
wykonaniu DeMatteisa i Buscemy. Ten pierwszy, jak zawsze, podchodzi do postaci
z wyczuciem i wczuciem, jest też coś literackiego w tych jego opisach, coś
wybijającego się ponad prace większości ówczesnych artystów. A jeszcze ma
pomysł (jak Mr. Fantastic radziłby sobie bez swojego intelektu), fajnie serwuje
te interakcje między postaciami, a i całość jest zwarta, konkretna i bardzo
przyjemna. Poza tym wchodzi tu w swoje ulubione tematy: szaleństwo, miłość, załamanie psychiczne, deprawująca moc, relacje rodzinne, łamanie umysłów herosów, kryzys tożsamości. W dwóch zeszytach co prawda nie robi dzieła wybitnego, to nie „Ostatnie łowy Kravena” czy „Najlepsi wrogowie” albo „Wrzask”, ale i tak wybija się to ponad przeciętność, fajnie wnika w postacie, temat etc. i prezentuje konkretną, podlaną pewną głębią akcję. No i, oczywiście, rzecz jest bardzo fajnie narysowana przez Buscemę, którego co prawda
najbardziej cenię z wczesnych lat 90. XX wieku, ale i tu robi robotę. Nie ma takiej prostoty, jak choćby w
No i jeszcze ta zamykająca tom opowieść Busieka, ale o niej już pisałem. Powiem, że świetna jest, taka z humorem, z lekkością i z ciekawymi rysunkami Allreda, który tym razem szkicuje inaczej, bardziej klasycznie, ale wpada to w oko i pasuje znakomicie do historii i… Podoba mi się kolorowe szaleństwo tego wszystkiego. W odróżnieniu od poprzedników ta ekipa stawia na zabawę, nie ma wyższych ambicji, ale właśnie dzięki temu zabawa jest naprawdę przyjemna i pełna puszczania oka do czytelników zaznajomionych z klasyków z czasów, kiedy Peter i Betty byli ze sobą blisko. I tylko trochę szkoda, że Mantlo tym razem się nie popisał, bo jak lubię gość, tak jego fabuła, niezła, to trzeba jej oddać, okazuje się nieco naciągana i taka... no jak wszystkie podobne jej historie.
I to tyle. fajny tom, całkiem dobry jakością, choć żeby go docenić w pełni, trzeba lubić ramotki. Ale ciekawie wprowadza w relacje między FF i Pająkiem, dobrze je rozwija i fajnie pokazuje zmiany w tym wszystkim. Ot i tyle. Staroć, ale warta uwagi. Z tym, że, choć tytuł zaczynający się od Fantastycznej Czwórki sugeruje, że to rzecz dla fanów tej ekipy, tak naprawdę rzecz bardziej nadaje się dla miłośników Sieciarza, co zresztą widać po samym doborze tytułów - niemal wszystkie zeszyty pochodzą ze spidermanowych serii. Ale i tak fani obu będą zadowoleni.



Komentarze
Prześlij komentarz