KOBIETY
I ŚMIERĆ
„Femme Fatale” to w sumie taka kwintesencja Kyrcza
– a raczej Kyrcza jako prozaika i to takiego, którego specjalnością są horrory.
Zbiór może i w dużej mierze o kobietach, jak wskazuje na to tytuł, ale przede
wszystkim o śmierci. Więc kto Kyrcza – albo horrory, niekoniecznie tylko
rodzime – lubi, śmiało może, nawet powinien, bo dobra to książka. Wiadomo, jak
to antologia, raz ma teksty lepsze, raz gorsze, ale żaden mnie nie zawiódł. Ot
dobra, mroczna, przyjemna (dla tych, którym takie klimaty przyjemność
sprawiają) zabawa, która nie stroni od trudnych tematów, pewnego zaangażowania,
jak i porcji odprężającego humoru.
Kobiety. Ofiary i oprawczynie. Szalone przedstawicielki
płci pięknej i obiekty fascynacji. To one często popychają nas do szalonych
czynów i same podobnych czynów się dopuszczają. Zaginiony sąsiad skrywa swoje
tajemnie. Randka umówiona przez internet okazuje się… Tu ktoś planuje zbrodnię,
tam ktoś zbrodni ofiarą pada. A to zaledwie początek…
Z opowiadaniami Kazka Kyrcza Jr zawsze było mi po
drodze. Jako nastolatek, gdzieś tak w okolicach gimnazjum, lata temu to było, zaczytywałem
się pismami poświęconymi fantastyce: „Nowa Fantastyka”, „Fantasy, Science
Fiction i Horror”, „Magazyn Fantastyczny”, „Lśnienie”… Dużo tego było. A w tych
dwóch ostatnich natrafiłem na opowiadania Kyrcza właśnie – natrafiłem i
polubiłem, bo wybijał się na tle większości autorów wówczas tam publikowanych.
I tak przez lata poznawałem różne jego oblicza, a to solowe, a to w duecie z
Dawidem Kainem, to znów ze Łukaszem Śmiglem czy Łukaszem Radeckim, czy wreszcie
jako poety i twórcę pełnoprawnych powieści, nie tylko opowiadań. I znajdowałem
w nich coś dla siebie. A tego zbioru jakoś dotychczas nie miałem okazji poznać,
choć od jego wydania minęło już niemal dziesięć lat. Dobrze, że jednak w końcu nadrobiłem
ten błąd, bo z tego wszystkiego, co dotąd czytałem, to najlepsza rzecz od
autora. i jednocześnie najbliższa tego, co ponad dwie dekady tematu czytałem w
magazynach, a do czego siłą rzeczy mam też duży sentyment, który też zrobił
swoje.
Jak to u Kyrcza, bywa mrocznie, bywa brutalnie,
pewna doza szaleństwa też jest obecna. Są zaskoczenia w tych historiach, jest
też zarówno różnorodność, jak i pewna hermetyczność tematyczna – ale to dobrze,
dobrze, że mamy tu do czynienia z rzeczami mocno gatunkowymi, oscylującymi w
okolicach thrillera i horroru, bo tego właśnie się od autora oczekuje, tego ja
oczekiwałem, tego chciałem i to dostaję. nie stroni Kyrcz od kontrowersji i
makabry, jednocześnie, jak zawsze, wszystko to ma swój typowy dla niego miejski
charakter, a i nie zapominajmy, że jednocześnie wszystko ma dobrą podbudowę
obyczajową i całkiem niezłą próbę zgłębienia umysłów postaci. Jest też
prostota, jest swojskość. No fajnie jest. Tyle.
A no i na plus należy zliczyć tu wspomniany już humor.
Czasem jest on łagodny, zaserwowany gdzieś w tle bardziej, nienachalny, czasem
stanowi mocny, solidny akcent danego dzieła. Poza tym fajnie wypada też sam
styl. Prosty, niewymagający, ale jednocześnie mający w sobie coś, daleki od
infantylności, wyrobiony już i sprawiający, że czyta się to naprawdę szybko,
lekko i przyjemnie, a jednocześnie nieźle buduje nastrój. Czasem przydałoby się
dopracować jakieś detale, coś wygładzić, coś zaakcentować mocniej, ale i tak
jest dobrze. Po prostu fajna rzecz dla fanów mroczniejszych klimatów,
miłośników horrorów, thrillerów i po prostu ciemnych zakamarków ludzkiej
natury. Dobrze się bawiłem, nie żałuję spędzonego czasu, parę tekstów zostanie
ze mną na dłużej, a po wszystkim zostało uczucie niedosytu, bo chciałoby się
więcej. I o to właśnie chodzi.

Komentarze
Prześlij komentarz