DOG MAN:
AI AI AI
„Dog Man” trwa. To już dwunasty tom serii, a to
wcale nie koniec, bo kiedy piszę te słowa, od wydania tomy trzynastego dzielą
nas już tylko dwa tygodnie (album „Dog Man: Big Jim Begins” pojawi się na
amerykańskich półkach 3 grudnia 2024 roku). Poza tym ukazuje się też seria
będąca spin-offem „Dog Mana” i liczy już pięć tomów (po polsku wyszło dotąd
cztery). A to, trzeba to serii oddać, spore osiągnięcie jak na coś, co samo
jest spin-offem innego tytułu. Ale zasługa w tym szalonego, może i infantylnego
w założeniu, ale wcale niegłupiego ani tym bardziej dalekiego od naiwności
podejścia Pilkeya do swoich dzieł. Dzięki temu to, co dostajemy, nadaje się dla
dzieciaków, ale także tych wewnętrznych, absolutnie już dorosłych, które
wychwycą jednocześnie całą masę popkulturowych nawiązań, jakich te komiksy są
pełne.
Dog Man kontra… skunks? Od tego się zaczyna! Potem trzeba
pozbyć się zapachu, a żeby tego dokonać, trzeba użyć soku pomidorowego. Pomaga,
co nie zmienia faktu, że teraz nie ma zapachu, a jest… kolor, tytułowy
szkarłat. Ale co ten kolor będzie dla niego oznaczał? Co go czeka? I co dalej,
bo Kot Pet wraca na ścieżkę zła, ale tym razem w słusznym celu! A co więcej na
horyzoncie pojawia się nowy wróg, mający na swoich usługach armię robotów AI!
To było tak. Najpierw Dav Pilkey napisał serię powieści
(12 tomów) o przygodach „Kapitana Majtasa”. Jej bohaterami byli George i
Harold, dwaj szkolni kumple, którzy uwielbiali tworzyć komiksy. Zasłynęli w
podstawówce tworząc przygody Kapitana Majtasa, ale ich pierwszym komiksem były
„Psigody Dogmana”. Potem, już po skończeniu serii książek (która nie tyle
opowiadała o Kapitanie wymyślonym przez bohaterów, a ich dyrektorze, który
przez nich stawał się bohaterem na wzór ich postaci), ta dwójka nagle znalazła stertę
swoich komiksów o pism gliniarzu i postanowiła na nowo zrobić komiks o tym
bohaterze. I właśnie tym komiksem jest ta seria.
A to już jest dwunasty tom, co daje nam całkiem spore uniwersum – 12 tomów „Kapitana Majtasa”, 12 „Dog Mana”, 5 „Super Kota”, poza tym sześć dodatkowych tomów „Majtasa”, w skład których wchodzą kolejne spin-offy i książki aktywizujące, do tego film kinowy o Majtasie, kolorowe wydanie książek, zapowiedzi, projektu anulowane… Widać, że seria odniosła sukces, a to zasługa tego, że przygody bohaterów twórczości Pilkeya to czysty absurd, niedbający o logikę, ale dzięki temu nie znający też granic innych, niż wyobraźnia jego autora. I dokładnie taki jest „Dog Man”.
Pilkey, swoim zwyczajem, bierze na warsztat całą
masę popkulturowych odniesień, tak do klasyki (tytuł), jak i współczesnych dzieł,
(tym razem nawet daje nam wyjaśnienia do czego, gdzie i w jaki sposób się
odnosi), przepuszcza je przez filtr niegrzecznej wyobraźni dziecięcych
bohaterów i serwuje, jako coś, co ma nas bawić, ale mimo głupkowatego humoru,
pozostawać niegłupie. I takie właśnie jest. a zabawa, jakiej dostarcza ma
jednocześnie pewne ambicje – tym razem wziął autor na warsztat tematykę
sztucznej inteligencji, która ostatnio w świecie sztuki sporo namieszała i
wywołała niemało kontrowersji.
Oczywiście rzecz jest specyficzna tak pod względem
tego, jak jest pisana, jak i jest szaty graficznej: na obu tych polach udaje
dzieło stworzone przez dzieci, jest więc odpowiednio proste, a rysunki to
cartoonowść skrajnie prosta, ale mająca swój urok. Szczególnie, że podkreśla je
naprawdę dobry kolor. To wszystko razem wzięte – plus jeszcze standardowo dobre
wydanie – daje nam coś, co wygląda niepozornie, ale przyjemne i dostarczające
dobrej rozrywki dla całej rodziny. Od lat sięgam po kolejne tomy w ciemno i nie
zawodzę się.
Recenzja opublikowana także na portalu Sztukater.

Komentarze
Prześlij komentarz