Amazing Spider-Man #426-428: Only The Evil Return!/ Sacrifice Play!/ Living Large! – Tom DeFalco, Steve Skroce

BACK IN YOUR ARMS

 

Po „Clone Sadze” postanowiłem nadrobić to, co najważniejsze z Pajęczakiem pomiędzy wielkim klonowaniem, a erą Straycznskiego. Nie działo się wtedy w serii zbyt super, ale parę rzeczy wartych uwagi się pojawiło. Na pierwszy ogień biorę historię rozpisaną na trzy (a na upartego można by rzec, że cztery) zeszyty, która podejmowała temat powrotu Doc Ocka za grobu. I to podejmowała całkiem nieźle. Wizualnie średniawaka to i to mocna, za cartoonowe, za kolorowe, choć ma pewne momenty warte uwagi, jak choćby otwierającą opowieść scenę z grobem, jednak fabularnie daje radę i fajnie ciągnie wątki. I chociaż DeFalco, jak to on, przegadany jest, sam komiks wart jest uwagi.

 

Ktoś ukradł ciało Doc Ocka z grobu. Po co? I czy rzeczywiście była to kradzież, a nie powrót do życia? Te myśli nie dają żyć Peterowi, który doświadczył już tylu comebacków łotrów, że nie wierzy już, by ktokolwiek miał pozostać w grobie na dobre. Przynajmniej nie z tych złych. Tym bardziej po ostatnim odkryciu, jak to Osborn sfingował własną śmierć i przez lata działał z ukrycia. Męczą go sny z Ockiem, nie radzi sobie z myślami i napięciem. Odbija się to na jego życiu osobistym, na studiach zresztą też średnio mu się wiedzie. Postanawia więc dowiedzieć się, co z Octaviusem.

Ale nie ejst jedyny. Obecna Dock Ock, Carolyn Trainer, prowadzi własne śledztwo, a nawet angażuje do pomocy Stunner. A i MJ nie mogąc usiedzieć w miejscu, coraz bardziej zastnawia się nad możliwością faktycznego powrotu człowieka zza grobu. Czy możliwe jest, że stary wróg rzeczywiście ożył? A może też jedynie sfingował włąsny zgon? A jeśli nadal nie żyje, po co komuś jego ciało?

 

Tom DeFalco to scenarzysta legenda dla „Spider-Mana”. „Amazinga” przejął w roku 1984 od numeru 251, czyli pierwszego związanego z „Tajnymi wojnami”, potem w kolejnym numerze zaczął wątek z Czarnym Strojem („Alien Costume Saga” to jego robota), wymyślił Pumę czy zaserwował nam świetne zeszyty #258-259, w których MJ wyjawia Peterowi, że zna jego wielki sekret, zdradza mu tajemnice ze swojej przeszłości, opowiadając o ojcu, a potem wracał okazjonalnie przy różnych okazjach tworząc jubileuszowe, krótkie historie aż wrócił do pisania, stając się najpierw jednym z twórców „Maximum Carnage”, a potem przejmując po DeMatteisie „Amazinga” i pomagając w ciągnięciu „Clone Sagi” (w tym np. napisał też miniserię prezentującą oryginalny pomysł na „Sagę klonów” czy zeszyt wywracający wszystko co wiedzieliśmy o Judaszu Podróżniku). I ciągnął to wszystko dalej, aż do wielkiego finału i zakończenia pierwszego volume’u „Amazing Spider-Mana”.

 


A piszę o tym, bo? A no bo gość dba o ciągłość wątków, ma też z postacią doświadczenie, wie, co robi i czuje Petera całkiem nieźle. Miewał beznadziejne momenty, miewał przełomowe, ten jest całkiem sympatyczny i z tą przełomową nutą właśnie. Dzieje się tu sporo i szybko, jest pewna tajemnica, jest akcja, jest podbudowa obyczajowa, ale i tła, jak choćby wątek z Osbornem. Jest też to wszystko całkiem sensowne i fajnie wracające do tematu Octaviusa. Bo to, że on musiał wrócić zza grobu było jasne, pytanie tylko jak. A ta historia całkiem zgrabnie na nie odpowiada.

 

Graficznie mogłoby być lepiej, to już wiecie. Tragedii nie ma, ale jednak tu by przydało coś mocniejszego, lepszego, Bagley, Buscema, ktoś w ten deseń, żeby było mroczniej, ale i tak nie jest źle. Po prostu taka nijaka robota z tamtych lat, mocno kolorowa, z takim młodzieżowym, niemal dziecinnym lookiem, który tu nie robi należytego wrażenia, ale jak widać po przykładowych stronach, da się coś z tego wybrać. A same zeszyt przeczytać warto. Mają swój oldschoolowy urok. No i przede wszystkim mają swoje znaczenie dla serii. A jak komuś mało wrażeń z Ockiem, jego historia ciągnie się dalej w "Spider-Man Unlimited #18", ale na razie mi osobiście wystarczyło tyle numerów.

Komentarze