Notes Wędrowycza – Andrzej Pilipiuk

ZANOTUJ SE, CO CHCESZ

 

Lata temu na polskim rynku pojawiło się coś, co nosiło tytuł „Notes Wędrowycza”. Eksponowano go na witrynach księgarń, jakby był nie wiadomo jakim bestsellerem, a potem można go było dorwać za grosze na wyprzedażach w supermarkecie, jak zrobiłem to ja. I chociaż nie jest to lektura mogąca usatysfakcjonować nawet fanów, warto się na chwilę pochylić nad nią i przypomnieć, że coś takiego istniało.

 

„Notes Wędrowycza" to nie, jak swego czasu sądzili niektórzy, siódmy tom przygód egzorcysty amatora (bo prawdziwego siódmego tomu wtedy jeszcze nie było), ani też, jak sądzą inni, tylko i wyłącznie notes. To raczej ciekawy przykład gadżetu będącego połączeniem kolorowego notesu pełnego zacieków i bazgrołów z tekstami Pilipiuka i ilustracjami Andrzeja Łaski. Mamy tu znane z książek „Protokół zatrzymania" (z „Kronik Jakuba Wędrowycza") i „Tajemnicę skwaśniałego samogonu" (z „Zagadki Kuby Rozpruwacza") i nowe rzeczy, jak choćby horoskop czy jakubowy kalendarz na cały rok.

 

Całość uzupełniają zawieszki do wycięcia i zawieszenia w barze, karteczki, na których czytelnik spisuje swe dane i nosi przy sobie, by w razie zgonu z przepicia z Jakubem wiedziano, gdzie dostarczyć ciało, przepisy (na bimber, kiszone ogórki), porady (jak zbudować cep, destylator itp.), biogram autora, miejsce na dedykację-autograf i wiele innych. I to tyle.

 

Tak więc jest to całkiem miły gadżet dla fanów i tylko dla nich. Bezczelny i pełen typowego jakubowego humoru, ładnie wydany (twarda oprawa) i aż szkoda używać go do przeznaczonego mu celu - pisania. Nie jest jednak rzeczą, która by zadowoliła tak naprawdę kogokolwiek. To zlepek materiałów, które w większości znamy, stanowiący jedynie dodatek dla tych, którym jest tak mało Jakuba, że muszą sięgnąć nawet po coś takiego. Mój egzemplarz przepadł gdzieś i nie żałuję tego, ale jednocześnie przyznam, ze miło było przekartkować tę pozycję. 

Komentarze