CZAROWNICE
I CZARODZIEJE
Trzeci tom „Świata dysku” to odbicie w nieco innym
kierunku, niż dwie poprzednie odsłony serii. Niby nadal jest lekko, niby
komediowo, ale tym razem rzecz jest niemal na poważnie. I z większym, niż dotąd
zaangażowaniem. Co z tego wynikło? A no kolejna dobra odsłona dobrej serii.
nadal króluje lekkość, więc to co ważkie i ambitniejsze, rozcieńcza się w
formie, która tych elementów nie podkreśla ani nie eksponuje, ale jednak tom
ciekawy, udany, specyficzny. Może czasem wkurzająco niektórymi postaciami, acz
bez dwóch zdań wart uwagi.
Główną bohaterką tej opowieści jest Esk. Właściwie
Eskarina Kowal, ósme dziecko ósmego dziecka. Miała być ósmym synem ósmego syna,
ale niestety wyszło inaczej. Niestety, bo miała być magiem – ba, u jej kołyski
zjawił się stary mag by oddać życie i przekazać jej moc i swoją laskę – ale w
tym świecie kobiety nie mogą być magami. A przekazanie już się dokonało i co
teraz?
No teraz Esk dorasta, w dużej mierze pod okiem
lokalnej wiedźmy, babci Weatherwax i to u niej uczy się czarodziejskiego fachu.
Moc jednak nadal jest w niej silna, przyzywa ją, pozwala robić rzeczy, jakich
wiedźmy nie robią. W końcu Weatherwax postanawia dać jej szansę i zabrać ją na
niewidoczny uniwersytet, czyli magiczną uczelnię Dysku i… Właśnie, czy mała Esk
ma jakiekolwiek szanse, skoro dotąd nie było kobiety maga?
Wiedźmy z Dysku. Kto ich nie lubi. Udane są, choć
do mnie chyba najbardziej zawsze przemawiała Tiffany Obolała – może dlatego, że
to od książki o niej zacząłem swoją przygodę z serią Pratchetta? Tak czy
inaczej lubię wiedźmy, chociaż taka babcia Weatherwax to postać, która zarówno
potrafi rozbroić, jak i wkurzyć. Jej mądrość połączona z głupotą i ignorancją,
magowie potrafią zirytować podejściem do kobiet, a ludzkość tak ogólnie, acz
hipokryzją najbardziej. Czyli jest, jak być powinno w zasadzie. Wynika z tego
wiele fajnych momentów, wiele trafnych spostrzeżeń, szczególnie o seksualności
człowieka serwowanej tutaj w dość zawoalowany sposób, łagodny i subtelny, acz
też nie zawsze.
Jest tu też sporo przygód, akcji, fajnego klimatu.
Są fajne pomysłu, jak np. Cyganie Świata Dysku i ten lud, który nie potrafi
kłamać, jest też laska maga, jakby uboższa wersja kufra z poprzednich dwóch
tomów, są mrówki budujące piramidę, jest… No spor jest. I mam wrażenie, że sporo
kradła z tego Rowling, bo tylko spójrzcie na początek: noworodek, który ma
zmienić świat magii, stary czarodziej się zjawia, jest kot nawet. Potem w końcu
mamy szalony uniwersytet magiczny. Okej, to co pomiędzy jest inne, ale wrażenie
podobieństwa zostaje.
I chociaż jest poważniej, chociaż rzecz tak nie rozbraja
czytelnika, zabawa jest znakomita. Plus, że to nie tylko zabawa. I chociaż nie
wszystko wyszło tak, jakbym chciał, nie wszystko było tak idealnie udane, bo
jak zawsze bardziej lekką frazą to żyło, pisarstwem, niż samą opowieścią, nie
zawiodłem się i nadal mam ochotę na więcej.

Komentarze
Prześlij komentarz