Białe noce i inne opowiadania – Fiodor Dostojewski

DOSTOJNE OPOWIADANIA

 

Fiodor Dostojewski to nie ktoś, kto kojarzy nam się z krótką formą. Owszem, miewał powieści, które można by zaliczyć do nowelek właściwie, ale przede wszystkim kojarzymy go z rozbudowanymi, solidnej grubości klasycznymi tomiszczami prozy, która ani nigdzie się nie spieszy, ani nie unika opisów. A tymczasem całkiem sporo opowiadań i nowelek też wyszło spod jego ręki i część z nich mamy z niniejszym zbiorze.

 

A tych tekstów jest dokładnie cztery. W tytułowym poznajemy pewnego marzyciela, człowieka, który snuje się całymi dniami po mieście, unikając ludzi, aż spotyka pewną kobietę i… W drugim tekście też poznajemy losy mężczyzny, który się snuje, ale ten robi to nocami. I znów pojawia się kobieta, tym razem taka, której mężczyzna szuka. Mężatka na dodatek. Czego od niej chce?

Potem siłą napędową wydarzeń staje się przyjazd księcia. Książę młodu nie jest, za normalnego też ciężko go uznać, ale staje się nie tylko idealnym materiałem do plotek, ale także i potencjalnie dobrym kandydatem na męża. A na koniec, w ostatnim tekście, poznajemy szaloną przygodę człowieka, który zostaje połknięty przez… krokodyla!

 

W świecie pisarzy już tak jest, że jedni powtarzają, iż krótkie formy to niezwykle trudny rodzaj twórczości i nie wychodzą im najczęściej nawet w połowie tak dobrze, jak powieści (tu mógłbym niejednego wymieniać, jak choćby Johna Irvinga), inni zaś właściwie nie są w stanie wyjść poza opowiadania i nowele (Amy Hempel, Andrzej Pilipuk, którego powieści są nieznośnie przeładowane wątkami). Oczywiście są też i tacy, którzy potrafią i krótko, i długo, powieści, nowele, opowiadania. I to potrafią tak, że dane dzieło zachwyca. No i Dostojewski to zdecydowanie jeden z nich.

 

Zresztą ta granica co jest opowiadaniem, nowelą a co powieścią jest płynna. Widać to po tytułowym tekście, który śmiało można sklasyfikować jako opowiadanie, a zarazem w podtytule pada wyraźnie termin „powieść”. Mniejsza ilość stron nie zmienia tu jednak właściwie nic. Styl jest taki sam, ten typowy dla Dostojewskiego klimat także panuje na stronach, a co najważniejsze jest tu dogłębna analiza ludzkiego umysłu, ludzkich charakterów, psychiki, świata, społeczeństwa… Czy pisze typowe dla siebie, bliskie ziemi teksty, czy skręca w niemal surrealistyczne rejony, wszystko to przesycone jest głębią, pięknem, prawdą, siłą i jakąś taką nostalgią. Czasem bywa zabawnie, czasem dramatycznie, zawsze przejmująco i poruszająco, skłaniająco do zadumy, refleksji, ale i przemyśleń. No świetnie, po prostu świetnie.

 

I podobnie świetnie przedstawia się sam styl, głęboki, treściwy, literacko jak najbardziej urzekający i satysfakcjonujący. Każda z zebranych tu prac, choć wszystkie różnią się od siebie, to literatura dojrzała, dobrze poprowadzona, głęboka i treściwa. Nie jest wprawdzie tak obszerna, jak pozostałe utwory Dostojewskiego, jednak absolutnie niczego jej nie brakuje. Wciąż bowiem to rzecz z najwyższej literackiej półki, wysmakowana, ambitna i piękna. I analityczna, i emocjonalna, nieepatująca przemocą ani kontrowersjami, po prostu prawdziwa w swej zwyczajności i skłaniająca do myślenia. Coś, czego absolutnie nie trzeba nikomu polecać, bo Dostojewski to klasa sama w sobie i już jego nazwisko jest najlepszą rekomendacją – niemniej i tak polecam. Ot żeby dopełnić formalności. I okej, można się tu czepiać, że to nie lektura na miarę „Braci Karamazow” czy „Zbrodni i kary” (że wymienię tylko najsłynniejsze, największe dzieła rosyjskiego mistrza), ale… Właśnie, po co, jak i tak jest wyśmienicie, wysmakowanie i z zapewnieniem wszystkiego, czego pragniemy, jeśli tkwią w nas czytelnicze ambicje? 

Komentarze