NIECH
COŚ STRZELI WAM DO GŁOWY!!!
Zagrać w rosyjską ruletkę i przeżyć. Czy
ktoś by tego nie chciał? Doświadczyć emocji, adrenaliny, tego chorego napięcia
i jednocześnie wiedzieć, że zabawa owa mimo wszystko będzie bezpieczna? Można
obejrzeć jeden z filmów zawierających temat, choćby „Łowcę jeleni” czy trzeci
sezon serialu „24 godziny”, można też znaleźć alternatywę w postaci zabawkowej
broni strzelającej pociskami z jakimś płynem, a jeśli chcecie czegoś
pośredniego, Wasze pragnienia zaspokoi ta gra. Karacianka, która dostarcza
przyjemnej, ekstremalnej rozrywki dla nieco starszych graczy. Czeka tu na Was
igranie ze śmiercią, blefowanie, wysokie stawki, ciągłe zagrożenie i
towarzyskie starcie, gdzie nie możesz liczyć na niczyją pomoc. Gotowi?
Wyobraźcie sobie jakąś ciemną piwnicę. Niemyte
ściany i podłogę zdobią plamy krwi Waszych poprzedników. Zbieracie się na
środku, przed Wami znajduje się stół, siadacie, wyciągacie sprzęt... Są
pociski, są wyzwania, są też karty, jest Wasza ekipa. Cóż z tego, że mroczna
piwnica okazuje się być wcale nie takim mrocznym pokojem, a plamy z
przestrzelonych głów to jedynie efekt zabawy światłem i cieniem. Przeciwnicy
natomiast, ci, którzy już za chwilę będą przykładać sobie broń do skroni, to
nikt inny, jak bliskie Wam osoby. Rodzina, przyjaciele, znajomi. Nikt tu też
nie będzie strzelał naprawdę, nikt nie ma nawet broni, a pociski są z papieru,
ale co z tego? Wyobraźnia już pracuje, zaczyna się gra, a granica między
rzeczywistością i fikcją się zaciera. Pozostają emocje i chęć zwycięstwa,
chwytacie więc za kart i kości i... Cóż, niech Wam coś strzeli do głowy!
Właśnie zaczęły się mistrzostwa świata w rosyjskiego ruletce, a zwycięzca może
być tylko jeden!
Zasady tej gry, choć reguł nie jest wcale mało, a
suchy opis przebiegu pojedynków może niektórym wydać się lekko chaotyczny i
zbyt wymagający, są proste i łatwo przyswajalne. Owszem,
„Rosyjska ruletka” wymaga nieco więcej, niż tylko sięgnięcie po broń,
przyłożenie jej do głowy i naciśnięcie spustu – a potem przekonanie się czy
zarobiło się nieco więcej pieniędzy, czy też może kulę w łeb, nie mniej nie ma
w niej nic szczególnie skomplikowanego. Otrzymujecie karty zawodników (którzy
po kolei tracą życie, jeśli trafili na pełną komorę; i tak do momentu, aż albo
wygrasz, albo przyjdzie Twoja, kapitana, rola na podjęcie ryzyka), kartę akcji,
kartę pomocy i swoją kość oznaczającą od zera do pięciu pocisków w
sześciostrzałowym magazynku. I cóż, zaczyna się gra. Można zaryzykować i
załadować pięć kul, można też oszukać i „zakręcić” pustym magazynkiem.
Dostajecie wtedy i tak punkty za przeżycie, ale uwaga, jeśli ktoś przyłapie Was
na oszukiwaniu, zostaniecie rozstrzelani. Wygrywa ten, kto przeżyje albo
pierwszy zdobędzie 15 punktów. Proste? Proste, ale ile przy tym zabawy!
W „Rosyjską ruletkę” łatwo się wciągnąć, a
kiedy tylko skończy się rozgrywkę, ma się ochotę na powtórkę. Przy okazji
całość została wykonana bardzo dobrze, z humorem (oczywiście czarnym) i pewną
ostrością. Ale przecież gra, w której zawodnicy – czy to w realny, czy też
wyimaginowany sposób – przestrzeliwują sobie czaszki bądź strzelają do siebie
nawzajem, nie może być zbyt łagodna. Najważniejsze jest jednak to, że jest przy
tym po prostu znakomita. Nastrojowa, intrygująca i emocjonująca. Naprawdę warto
w nią zagrać.



Komentarze
Prześlij komentarz