Zabić Kanoko – Ito Hiromi

NIE-POEZJA?

 

Killing with a stink, bleeding in a sink

Poisoning a drink, getting on the brink

Just your mother's ho

Bleeding in a sink, trampling a shrink

Burning up, my sweet Clementine

- System of a Down

 

Jaka powinna być poezja? Tego, jak samej poezji, zdefiniować nie sposób, bo ilu ludzi, tyle odczuć, pojęć, określeń. Dla mnie to jednak coś, co powinno w paru słowach trafić w sedno, wbić się w mózg, wwiercić w serce, wywołać dreszcze, szarpnąć wnętrznościami, a potem pozostawić z obrazami w głowie, ze słowami, których znaczenie smakować i analizować będę godzinami, może dniami, nurzając się w nich, zachwycając. Rzadko taka poezja się zdarza, trafiłem na kilka takich wierszy, które po dziś dzień, mimo upływu lat, na samo ich wspomnienie, okazują się być we mnie żywe i wywoływać emocje. No a twórczość Ito Hiromi niemal nic we mnie nie poruszyła. Nie zachwyciła. Przeczytałem, ale nie było to pod względem językowym, frazy, wykonania nic, w czym chciałbym się rozsmakować. Zabrakło biegłości dawnych mistrzów, zabrakło siły słów, mocy połączeń między nimi. Po prostu zabrakło poezji samej w sobie, bo to, co dostajemy w tym zbiorze, to rzecz, która przypomina prozę konwertowaną do formy białego wiersza, który w tym wypadku od prozy jako takiej odróżnia się w zasadzie uproszczeniem, czasem powtórzeniami, jakby to były refreny piosenek i podziałem na wersy i strofy. Ale brak poetyckości tego wszystkiego nie sprawia jednocześnie, że zbiór jest nieudany, bo wręcz przeciwnie, ale to już na inny niż liryczne polu.

 

„Zabić Kanoko”… Jak opowiedzieć o treści zbioru poezji? O tytułowym utworze, dotykającym tematyki aborcji, o unicestwieniu ludzkim, można co nieco, o treści, o tej Kanoko, która żyje, i tej lub tym Kanoko, któremu żyć ktoś nie pozwolił. Ale reszta? jest tu motyw przewodni i jest nim kobiecość, szczególnie ta jej fizyczna forma: forma co miesiąc krwawiąca, zachodząca w ciążę, dokonująca aborcji, kochająca, nienawidząca, dająca życie i życie odbierająca… Dużo tu miejsca poświęcone zostało na temat macierzyństwa, na dzieci, ale i na fizjologię kobiet. Psychologia, psychika też jest, ale przede wszystkim autorka otwarcie – i pewnie dla wielu z odwagą – mówi o fizyczności.

 

Niemal dwie dekady temu, w roku 2005, Chuck Palahniuk wydał kolejną eksperymentalną powieść w swojej karierze, „Opętani”. Książka nie miała głównego bohatera – tu bohater był zbiorowy – a każdy rozdział opowieści o pisarzach uwięzionych w pisarskiej ustroni, przetykany był z jednej strony jakimś opowiadaniem, przybliżającym nam losy czy twórczość któregoś z bohaterów, z drugiej poezją. I ta poezja Palahniukowi wybitnie nie wyszła. Niby były tam wersy i frazy, ale nadal przypominało to przede wszystkim prozę, z tym, że uproszczoną, z innym podziałem, ale jednak prozę. Już wiecie do czego zmierzam. Chociaż „Opętanych” uwielbiam i uważam za jedno z najlepszych dzieł Palahniuka (plus jeszcze to opowiadanie, w trakcie odczytów którego mdleli odbiorcy), robiące wielkie wrażenie, część poetycka mnie, miłośnika klasycznej poezji zawiodła. No i zawodzi też tu, choć nie tak bardzo. A może to nie dla mnie ta mniej lub bardziej współczesna poezja, która z liryzmem, z poetyckością niewiele ma już wspólnego, jak sztuka współczesna z prawdziwą sztuką i talentem też za wiele wspólnych elementów nie posiada? Ale to, że zawiodłem się na poezji, nie znaczy, że na samym zbiorku, jak już wspomniałem.

 

Jest tu sporo ciekawych rzeczy, kilka intrygujących wątków, perspektyw, rzeczy, nad którymi pochylić się warto. Jest tu nawet polski akcent, bo autorka z naszym krajem swego czasu była związana. Jest też to mocne, ruszające coś w człowieku tytułowe dzieło. Są ciekawe klimaty i spojrzenia. Spostrzeżenia. Uderzające fakty przemycone w wersach. Wiele tu rzeczy jest, dla niektórych pewnie odpychających czy zniechęcających, ale o to właśnie chodził: by zrobić wrażenie, wstrząsnąć, ruszyć, zapaść w pamięć. I to się nieraz autorce udaje. Pozostaje jednak rozdźwięk, dysonans, między treścią, między jej mocą, a jednak pewną niemocą poetyckiego wykonania. Przynajmniej dla mnie. Może znajdą się tacy, których wykonanie kupi bardziej, w końcu Ito Hiromi jest ceniona i nagradzana, ale moje zdanie już znacie. Niemniej zbiorek wart jest poznania i polecenia, właśnie ze względu na tę treść, z którą można polemizować, nad którą można się pochylić i jeszcze kiedyś do niej wrócić.

Komentarze