Po dwóch marvelowskich powieściach
napisanych przez Stuarta Moore’a, nadszedł czas na zmianę. Tym razem w nasze
ręce trafia książka, która wyszła spod ręki autora o swojsko brzmiącym
nazwisku, niejakiego Stefana Petruchę – polscy czytelnicy na pewno pamiętają go
jako autora scenariuszy do wydawanych w latach 90. XX wieku komiksów „Z
archiwum X”. Poza nazwiskiem wielka zmiana w całości nie zaszła – „Spider-Man:
Wiecznie młody” to typowa pozycja młodzieżowa, prosto napisana i niewymagająca,
choć swoje plusy posiadająca.
Peter Parker był zwykłym
nastolatkiem, który ugryziony przez pająka zdobył niezwykłe moce. Kiedy
złodziej zabił jego wujka, chłopak postanowił poświęcić się walce z
przestępczością jako zamaskowany Spider-Man. Nie wiedział jednak, jak to
odmieni jego życie…
Teraz, próbując pogodzić życie
osobiste i misję, zmagając się z różnymi problemami, trafia w sam środek
swoistej wojny gangów, kiedy zza grobu powraca przywódca Maggii, który chce
zdobyć tajemniczą tabliczkę. Jednak jest ona także celem Kingpina, szefa
nowojorskiego półświatka. Peter zmuszony stawić czoła swoim wrogom, próbuje
jednocześnie uporać się z osobistymi problemami. Jego życie się sypie, z
dziewczyną mu się nie układa, a jego ciotka zaczyna umierać. Jak młody heros
upora się z tym, co na niego czeka?
„The Stone Tablet Saga” czy jak
ktoś woli „The Lifeline Tablet Saga” („Amazing Spider-Man” #68- 75 z 1969
roku), bo i pod takim tytułem znana jest cała opowieść, to jedna z klasycznych
co prawda fabuł, ale zarazem jedna z tych nieco mniej znanych (a na pewno nie
tak znanych, jak np. „Śmierć Stacych”, „Nigdy więcej Spider-Mana”, „Nic nie
zatrzyma władcy murów” czy nawet „If This Be My Destiny...!”). Jej przywrócenie
w formie powieści nie wydawało się więc takim oczywistym wyborem, trzeba jednak
pamiętać, że najważniejsze pajęcze fabuły takie, jak np. „The Night Gwen Stacy Died” czy „Ostatnie
łowy Kravena” już wcześniej zostały zaadoptowane na literacki grunt, a że
popularność bohatera, podsycana kinowymi hitami, nie słabnie, coś trzeb było
wydać. I nie był to wcale zły wybór, choć osobiście znalazłbym niejedną
bardziej wartą odświeżenia historię.
Wracając jednak do samej opowieści,
jak już pisałem, Petrucha zaserwował nam rzecz prostą. Prosta fabuła, proste
postacie, jeszcze prostsze wykonanie – standard dla książek young adult. Na
plus w tym przypadku należy zaliczyć, że poprawił nieco charakter Gwen. Ta
wiecznie nijak postać, którą Gerry Conway uśmiercił, bo miał jej dość, kultowy
status i lepszą osobowość uzyskała dopiero po zgonie. I na takim jej wizerunku
– nie pustej idiotki uwielbiającej imprezy, a jednak dziewczyny mającej swoją
siłę – oparł postać Petrucha. Jednocześnie wszystko to uwspółcześnił i uczynił
jak najbardziej atrakcyjnym dla współczesnego młodego odbiorcy.
Co z tego powstało, łatwo się
domyślić. Rzecz głównie dla młodych czytelników. Niewymagająca, lekka i szybka
w odbiorze. Niemniej i starsi fani Pajączka znajdą tu coś dla siebie, tym
bardziej, że Petrucha rozbudował całość o nowe wątki. I to chyba wszystko, co można
o „Wiecznie młodym” powiedzieć – chyba, że jeszcze dorzucić wzmiankę o naprawdę
sympatycznej czarno-białej grafice Humberto Ramosa, jaką znajdziecie w środku.
Jeśli lubicie Spidera i najlepiej macie na karku nie więcej, niż piętnaście
lat, myślę, że nie będziecie zawiedzeni. A ja mam nadzieję, że doczekamy się
innych adaptacji przygód Spider-Man albo oryginalnych fabuł dostępnych tylko w
powieściowej odsłonie.

Komentarze
Prześlij komentarz