THE
CHOSEN. ONE
„The Chosen” to serial, który w zasadzie nie
powinien stać się hitem – bo wiadomo, religijne produkcje to pretekstowe
filmidła (z drobnymi wyjątkami, jak przepiękna wizualnie „Pasja”) nie mające za
wiele do zaoferowania, a jakby tego było mało akurat ta seria powstała na
zasadzie finansowania społecznościowego, więc kwestie budżetowe wyglądały dość
wątpliwie. A jednak serial trafił do 180 krajów, a jego oceny są imponujące (na
IMDB średnia z 53 tysięcy głosów to 9.2 na 10, w serwisie RottenTomatos
„Wybrani”, bo taki jest polski podtytuł, mogą pochwalić się 97% pozytywnych
opinii, a na naszym rodzimym filmwebie ocena to 8.8/10). Do tego powstały
książki nim inspirowane, planowany jest spin-off „The Chosen Adventures” i
pojawiły się też komiksy. A właściwie póki co jeden – drugi tom ma zadebiutować
w pierwszym kwartale 2025 roku – i ten album zawitał w tym roku do Polski. Jaki
jest? A całkiem niezły, acz to po prostu skrótowe ukazanie pierwszego sezonu
serialu, mające swoje spore minusy, choć całkiem sprawnie podejmujące temat.
Patent na tę opowieść wygląda mniej więcej tak, by
opowiedzieć o losach Jezusa, ale nie bezpośrednio z Jego perspektywy, a poprzez
tych, którzy Go widzieli i znali. Bohaterów jest czwórka, od Marii Magdaleny zmagającej
się z opętaniem zaczynając, przez Szymona i Andrzeja, którzy mają niemałe problemy
z Rzymianami, po poborcę podatkowego, Mateusza, którego nienawidzą chyba
wszyscy. Ich losy przecinają się i zmieniają, kiedy na ich drodze staje Jezus.
Z popkulturowymi dziełami religijnymi mam taki problem, jaki wymieniłem na wstępie. Że te dzieła pretekstowe aż do granic. Coś, jak erotyki, współczesne thrillery czy romansidła – wiadomo, że po takie rzeczy nie sięgnie nikt, kto nie jest ich fanem, a fani czy też osoby zainteresowane sięgną i tak, więc po co się męczyć? Wszystko jest więc najczęściej robione byle jak, oby więcej, oby kolejne, sprzeda się, jak w okresie świątecznym sprzedają się gwiazdkowe produkcje od Hallmark. Taka jest niestety smutna prawda, a tych naprawdę dobrych religijnych dzieł, czy to filmów („Pasja”, „Ostatnie kuszenie Chrystusa”), książek, czy wreszcie komiksów („American Jesus”) można ze świecą szukać.
„The Chosen” też daleki jest od ideału. Raz, że to
skrótowa wersja serialu, więc cięcia, szybsze tempo i przeskoki są wyraźne, acz
nie wprowadzają chaosu. Dwa, że jednak wszystko sprawia wrażenie zbytnio
uwspółcześnionego (bohaterowie sprzed dwóch tysięcy lat potrafią rzucić tekstem
w stylu „a kuku”, choć to określenie pochodzi gdzieś z siedemnastego wieku, z
tego co się orientuję – nie wiem, czy to kwestia oryginału, adaptacji mającej
być dla młodszych odbiorców czy inwencji tłumacza, ale to irytuje). Trzy, że
rzecz nie podoba mi się graficznie. Bywa, za kolorowe, za bardzo wspomagane
komputerem, ze zbyt prostą kreską, by mnie kupiło, acz nie jest to nic gorszego
pod względem rysunków od typowego współczesnego komiksu środka, jakich wiele –
nawet bestsellerowe serie widziałem tak albo i gorzej ilustrowane i to wcale
nie były odosobnione przypadki. Wreszcie po czwarte, edytorsko mogłoby być
lepiej, bo czcionka nie jest za dobrze dostosowana do dymków, wypełnia je przesadnie
i sprawia wrażenie zrobionej bardzo niewprawnie.
Ale i tak komiks okazuje się o dziwo przyzwoicie
napisany, łatwy i szybki w odbiorze. Mimo tych wpadek, jak tej z „a kuku” (a nie
ma ich wiele), rzecz wchodzi płynnie, ciekawie pokazuje wydarzenia sprzed ponad
dwóch tysięcy lat i mimo wspominanej skrótowości, nie czuć, że to streszczenie
serialu, a po prostu niezła opowieść oparta na nim. Dwieście stron łyka się na
raz, do tego mamy całkiem fajną galerię z grafikami w stylu okładki i… Wiadomo,
to głownie dla fanów opowieści religijnych i serialu, ale w swoim gatunku daje
radę i grupy docelowej na pewno nie zawiedzie.




Komentarze
Prześlij komentarz