Był taki czas, gdy zdawało się, że Uniwersum Marvela na polskim rynku się rozrasta. Zdawało. Przez lata, przez trzydzieści pięć lat, by być dokładnym to komiksy (a potem filmy) królowały wśród rzecz pojawiających się na sklepowych pólkach. Brakowało
jednak książek. Czasem pojawiały się jakieś encyklopedie, czasem bajki dla
dzieci, powieści jednak pozostawały poza zainteresowaniem wydawców. Na moment zmieniło to jednak kilka lat temu wydawnictwo Insignis, które postanowiło zacząć wydawać tego typu
publikacje i robiło to przez pewien czas regularnie. Niestety ostatecznie jego nakładem wyszły tylko cztery tego typu tytuły, w tym właśnie ta, różniąca się nieco od pozostałych publikacji z serii rzecz: „Avengers: Każdy chce rządzić światem” (inna, bo niebędąca adaptacją komiksów, a samodzielnym dziełem).
Tytuł całkiem ciekawy fabularnie, ale jednak stylistycznie pozostawiający bardzo dużo
do życzenia.
Avengers to grupa superbohaterów, której skład się
zmienia w zależności od czasów. Tu dostajemy przygody ekipy zbliżonej do
filmowej: Kapitan Ameryka, Iron Man, Czarna Wdowa, Hulk, Thor i Hawkeye.
Wszyscy oni przez lata narobili sobie wielu wrogów, a teraz każdy z nich chce
ich zniszczyć. Nazistowska Hydra chce zaatakować świat patogenem.
Naukowcy-terroryści z A.I.M. zamierzają nanotechnologią skazić zasoby wody.
Robot Ultron może zająć się ziemską technologią w sposób, jakiego nie chciałby
nikt. Demoniczny Dormammu może ocalić wszystko, ale wtedy sam przejmie kontrolę
nad światem. A tymczasem High Evolutionary decyduje się zmienić ludzi w
genetycznych niewolników. Na Avengers czeka największe wyzwanie w ich karierze…
Brzmi nieźle, prawda? Jako komiks rzecz byłaby
widowiskowym eventem, rozpisanym pewnie na dwanaście zeszytów, gdzie akcja,
spektakularne sceny i nieprzerwane walki wypełniłby opowieść od początku do
końca. Jako film „Wszyscy chcą rządzić światem” byłoby rasowym blockbusterem,
opartym głownie na efektach specjalnych, kosztującym ze dwieście, trzysta
milionów dolarów i przyciągającym do kina milionowe tłumy. A książka? No
właśnie…
Fabularnie rzecz jest dość udana. Odpowiada za nią
scenarzysta komiksowy i pisarz Dan Abnett, który współpracował przy
„Anihilacji”, „Strażnikach Galaktyki” i tym podobnych komiksach, w świecie
książek zaś znany z rozwijania uniwersum m.in. „Warhammera”. Nawet pracował nad
grami takimi, jak Cień Mordoru” czy „Obcy: Izolacja”. Taki facet nie mógł więc
zrobić złej powieści, a jednak stylistycznie „Avengers” pozostawiają wiele do
życzenia. Tekst jest prosty, że ocierający się o streszczenie. Dialogi dość
sztywne, choć lepsze niż opisy. Same zdania zaś nie znają chyba określenia
„wielokrotnie złożony”. Zupełnie, jakby Abnett celował w dziecięcego odbiorcę,
uważając, że ten nie jest w stanie zrozumieć więcej niż kilka słów na raz. To
razi, bo gdyby ta powieść była dobrze napisana, robiłaby wielkie wrażenie.
A tak jest znośnie. Niezła treść nieco rekompensuje
niedostatki, niemniej jednak styl potrafi zniechęcić dość mocno. Jeszcze dzieci,
które nie obeznały się z literaturą nie odczują tego tak bardzo, ale dojrzalsi
fani będą zgrzytać zębami. Tym bardziej, że nie brak na rynku o niebo lepiej
stylistycznie napisanych komiksów. Co nie zmienia faktu, że „Avengers: Wszyscy
chcą rządzić światem” to pozycja, jaka powinna znaleźć się w kolekcji każdego
fana Marvela. Choćby jedynie, jako ciekawostka.

Komentarze
Prześlij komentarz