NIE
WSZYSCY WRÓCĄ
Drugi i ostatni tom „Astonishing X-Men” Whedona
(będzie jeszcze jeden, Ellisa, ale o nim kiedy indziej), to rzecz równie dobra,
co poparzenia. Dowiadujemy się w końcu wszystkiego, jednocześnie już od samego
początku czekają na nas nie tylko wyjaśnienia, które intrygują tym, co ze sobą
niosą, ale i akcję, wstępnie dość spokojną, ale dobrze wprowadzającą w to
epickie, co nadciąga. A jeszcze więcej jest tu skupienia na bohaterach, ich
relacjach, które do łatwych nie należą i tym, co dzieje się w ich głowach. Co w
połączeniu z dobrymi pomysłami daje naprawdę lekki, dynamiczny, widowiskowy
komiks, gdzie króluje rozrywka, ale i nie brak też pewnych ambicji.
W drużynie jest zdrajca. I jest nim Emma Frost,
która pracuje dla Hellfire Club – a w Hellfire Club jest teraz także nie kto inny,
jak sama Cassandra Nova. Do tej pory wszyscy działali z ukrycia, teraz pora by
zaatakować szkołę, rozbić X-Men i...
To jednak nie koniec, w końcu boaiwem wychodzi na jaw który mutant
będzie zagładą dla świata Orda. Ord zaś nie tylko uwalnia się z więzienia, ale
i łączy siły z Danger. Gdy sytuacja staje się coraz bardziej niebezpieczna, na
mutantów czeka podróż w kosmos, nieświadomi czym skończy się dla nich ta wyprawa,
jedno jest jednak pewne – nie wszyscy wrócą do domu…
Przy okazji poprzedniego tomu pisałem, że
„Astonishing X-Men” Whedona to seria, która kontynuując „New X-Men” i mocno do
nich nawiązując, jednocześnie trzyma się z dala wielkich wydarzeń i nie mają
one na nią wpływu. Nie do końca to prawda, ale tak, chociaż w czasie wydawania
tej serii działy się np. „Ród M” czy „Wojna domowa”, nie widać tu ich skutków.
Ogólnie zakłada się, że te eventy miały miejscy pomiędzy wydarzeniami z tych
dwóch zbiorczych tomów, a przed trzecim, gdzie już widać ich echa. Ale w tym
tomie zauważalna jest jedna rzecz – brak Nicka, który w poprzedniej części był obecny.
A to oznacza jedno – że pomiędzy pierwszym a drugim tomem działy się wydarzenia
„Tajnej wojny” (tam zresztą mutanci mają stroje z „Astonishing X-Men”), więc
jakby kogoś nieobecność Fury’ego dziwiła czy ciekawiła, tam może wszystkiego
się dowiedzieć.
Ale wracając do samego tomu, Whedon w dobrym stylu
ciągnie dalej swoją opowieść, podkręcając emocje, dając nam fajne zaplecze
psychologiczno-obyczajowe – wątki relacji Emma/Scott czy Kitty/Peter są
zwyczajnie świetne – więcej emocji i znaczenia dla wydarzeń (u Morrisona w
ogóle nie czuło się ciężaru i konsekwencji ludobójstwa na Genoshy, chociaż co
raz wspominał o tym, a tu prostymi zabiegami, jak choćby pokazanie pomnika ofiar,
Whedon robi w temacie więcej, niż poprzednik), a całość stawia przede wszystkim
na konkretną akcję, która jest widowiskowa i dynamiczna, zagrożenie spore,
epickość konkretna. Okej, nie ma tu wiele oryginalnych rzeczy, bo już ataki na
szkołę były, a i w kosmos bohaterowie latali i wcześniej, i później. Ale jednak
dzięki iście filmowej narracji, dynamice i dobremu wyważeniu tego, co
dramatyczne i emocjonalne, a humorem i lekkości, rzecz wchodzi znakomicie.
A wszystko jest spójne, dobrze poprowadzone i jednocześnie
stanowi dobrą, zamkniętą całość, jak i świetną kontynuację „New X-Men”
Morrisona. A przy okazji zostawia uczucie niedosytu i wątki otwarte dla
kontynuatorów, żeby mieli co robić, a czytelnicy na co czekać. Po prostu świetna
rzecz i tyle, wyśmienicie zilustrowana, od początku do końca zrobiona przez duet
Whedon / Cassaday, z wyczuciem, bez przedłużania, bez pospieszania. No po prostu
kawał dobrej roboty i tyle. coś, co fani X-Men znać nie tylko powinni, ale
muszą. I będą z tej znajomości bardzo zadowoleni. a ja lecę dalej z tym odświeżaniem
sobie mutantów – jeśli kogoś to interesuje, po whedonowych „Astonishing” (a
przed trzecim tomem) dzieje się naprawdę dużo i konkretnie i sporo z tego mamy
po polsku („Ród M”, najlepiej poprzedzony „Upadkiem Avengers”, potem „Syn M”,
Syn M, „Mordercza geneza”, „Powstanie i upadek imperium”, a gdzieś na tym tle
dzieje się jeszcze ogólny event „Wojna domowa”, wart wspomnienia, tak dla
umiejscowienia gdzieś tego wszystkiego, a potem kolejne, ale to już przy innej
okazji wspomnę). Jest co czytać. I to sporo naprawdę dobrych rzeczy.




Komentarze
Prześlij komentarz