Trzy komiksy o Spider-Manie, od których zaczęło się
wydawanie w Polsce przygód Pająka (i to równo trzy i pół dekady temu, w czerwcu 1990 roku!). Tak najkrócej można podsumować ten komiks. Komiks
klasyczny, wart poznania z kilku względów, ale niestety pod wieloma innymi, mimo całego sentymentu, jakim można go darzyć, nie do końca spełniony.
W pierwszej opowieści, zatytułowanej „Człowiek-pająk:
Wróg publiczny?", Guru pewnej sekty prezentuje na ochotniczce chwyt
śmierci. Jeśli go nie zniweluje, dziewczyna umrze. Jednak Punisher zabija guru,
a Spider-Man stara się ocalić kobietę, walcząc przy okazji m.in. z Doc Ociem. Czy mu się to uda?
No i to jest taki komiks, który ma fajny pomysł, niezła akcję, ale jednocześnie to też taka klasyczna ramotka, w której wszystko okazuje się być sztuczne i bardzo powierzchowne. Typowa robota dla swoich czasów, nic, co by się wyróżniało, chociaż in plus, że rzecz rysował Frank Miller, bo on coś wnosi, ale to Miller, który jeszcze nie był w szczytowej formie, dostosowujący się do wymogów rynku i daleki od estetyki, za którą go pokochaliśmy. Nadal jednak robi dobrze i dla niego sięgnąć warto. A jako ciekawostkę przypomnę, że mieliśmy tu piękny przekład: "Daily Bugle" pojawia się jako „Dzień", a miasto wydawania Bugle'a jako Kraków. Czy to sugeruje, że przygody Pajęczaka dzieją się w mieście Kraka? Kto wie.
Drugi komiks, „Niełatwo być Spiderem" to wspomnienia Petera jak stał się Spider-Manem. Narysowane klasycznie i prosto, ale ciekawy fabularnie, jako komiks mający wprowadzić nowych czytelników, a w Polsce byli wówczas sami nowi, niezbyt z tematem obeznani, albo w ogóle nie mający o nim pojęcia. Wyjaśnia wiele faktów z życia naszego bohatera, co wtedy, na początek przygody z jego losami, było jak znalazł. Dziś, po 35 latach i całej masie originów z pająkiem ten jakoś szczególnie nie został mi w pamięci, ale jednocześnie też mieliśmy wiele słabszych, mniej konkretnych i jednocześnie mniej ciekawych. Wtedy to było coś, teraz została ciekawostka, choć jednocześnie na tle ostatniej w tym zeszycie historii, nieco zbędna, bo tam też mamy podobną treść, jednak ze zdecydowanie lepszym jej poprowadzeniem.
Zeszyt kończy historia „Mały wielbiciel Spider-Mana",
w którym Peter odwiedza swego małoletniego fana zdradzając mu wiele rzeczy o
sobie. Komiks wydaje się być lepiej narysowaną powtórką wspomnień Petera, ale
do czasu. Finał, a raczej finalny twist, zaskakuje i zasmuca, czym ratuje nie tylko kolejną prostą
opowieść o Pajęczaku, ale przede wszystkim cały ten zeszyt.
Ostatecznie, mimo mojego sarkania, komiks warto poznać. Najbardziej dla finałowej opowieści i zeszytu z rysunkami Millera, ale zawsze. I choćby dlatego warto go też mieć w swojej kolekcji. W końcu od tych historii zaczęło się wydawanie w Polsce „Amazing Spider-Mana”, który został rekordzistą obecnym na rynku przez 102 zeszyty (nie liczę rzeczy wydanych poza serią). I do dziś ma się u nas świetnie.



Komentarze
Prześlij komentarz