WIESZANIE
Z DŹWIĘKIEM
Można powiedzieć, że ten tom przygód Wędrowycza w
wersji audio okazał się sporym zaskoczeniem. Nie, nic się tu nie zmieniło w
kwestii treści czy zawartości, to nadal siedem krótkich tekstów i ów długi,
zatytułowany „Pola Trzcin”, który w wersji książkowej wydawał mi się przeładowany
pomysłami, jakby posplatać ze sobą kilka opowiadań w powieść, a jednak coś się
zmieniło. Słuchając tej książki robiłem to z doskoku, na raty. Tu jeden
fragment audiobooka, tam drugi. W wolnej chwili, bo ja słucham książki właśnie
w taki sposób, kiedy coś robię, gdzieś mogę to wcisnąć. Kiedy czytam, czytam na
całego więc i „Wieszać każdy może” pochłaniałem w szybkim tempie. A audio
wchodziło wolniej, dłużej i na raty. I to chyba właśnie tak powinno się
poznawać, bo pojawiło się poczucie, jakbym pochłaniał literacki serial. To posplatanie
pomysłów, jak sklejenie kilku krótkich form, zadziałało lepiej, miało swój
urok, a całość, co tu dużo mówić, okazała się niezłą historią na wakacje,
podkręconą jeszcze przez oralne umiejętności Pawlaka.
Treść? Mamy tu dwa teksty z przeszłością Wędrowycza
– czasy wojenne i te sprawy – mamy rozliczenie Jakuba z Unią Europejską i Babą
Jagą. Jest też historia o tym, jak bohaterowie, niczym w „Kapuśniaczku”, do
skansenu wiejskiego trafili i Jakuba na wykładzie dla egzorcystów, plus to, jak
się zachowuje po pijaku.
A w głównej opowieści... No tu okazuje się, że Lenin,
Stalin i sporo innych komunistów trafiło do zaświatów, ale egipskich. Kiedy
komunizm znów im się nie udaje, postanawiają wykorzystać pewien myk i wrócić na
Ziemię, niby załatwiając sprawy dla faraona. Tymczasem wnuk Semena, archeolog,
jest bliski odkrycia owego faraona grobowca, problemy są dwa: grobowiec
obłożony jest potężna klątwą i wiąże się z nim pewna przepowiednia, której
wypełnienie się będzie katastrofalne w skutkach. Jakub, Semen i wmieszany w to
wszystko Piotruś ruszają więc do Egiptu i...
No czego tu Pilipiuk nie miesza… Trochę to, jakby ktoś
zwrócił zawartość żołądka po weselu, na którym tylko jadł i pił. Jest więc
bimber, jest przygoda i podróże rodem z młodzieżowych powieści z czasów PRL-u,
są Lenin, Stalin, egipscy bogowie, wampiry, wykopaliska archeologiczne, migranci…
No dużo tego jest, wszystkiego zdradzać nie chcę i nie zamierzam, nie tędy
droga, ale już pewien ogląd macie. Z tym, że jeśli właśnie brać się za to tak,
jak ja, wydzielać sobie po kawałku, wchodzi to całkiem fajnie. No taki serial,
gdzie każdy epizod / rozdział musi być wypełniony wydarzeniami. I jest. A
najlepiej nadal wypada ten moment wampirzy, szczególnie fajna, nastrojowa akcja
z Piotrusiem, sterowcem na wysokościach, skąd nie można uciec i wampirką.
I poza tym podoba mi się ten klimat peerelowskiej
przygodówki. Dziecięcej i młodzieżowej książki, jakimi się kiedyś zaczytywało –
dobra, czytam nadal, gdy piszę te słowa zaliczyłem już dwie takie historie w
sam raz na wakacje. Cudów nie ma, to nie jest wielka literatura, ale w wersji
audio zyskuje, ożywa. Pawlak świetnie modeluje głos, znakomicie oddaje wiejskość
etc. Trochę gorzej idzie mu z postaciami kobiecymi (dziewczynka jakoś tak jak
stara bab mu trochę wychodzi, ale co zrobić, specyfika głosu lektora jest, jaka
jest i tak świetnie sobie radzi), ale to też pasuje do wędrowyczowych klimatów.
Tak czy tak poznać można, jeśli ktoś takie rzeczy lubi. Ma swoje plusy, miewa
trochę satyry nawet, ale to taka literatura dla odmóżdżenia, dla poprawy humoru
- o ile ten typ dowcipu Was nie żenuje. Ot takie guilty pleasure, które każdy z
nas posiada.

Komentarze
Prześlij komentarz