LET THE
RIGHT ONE SLIP IN
Let the old things fade
Put the tricks and schemes (for good) away
- Morrissey
Wampiry. Temat kicz. Wampiry i miłość – jeszcze
gorzej, bo kojarzy się ze „Zmierzchem” i ciężko będzie potem zmazać niesmak.
Jeśli „Zmierzch” się Wam podobał, darujcie sobie lekturę „Wpuść mnie”, bo ta
książka jest dobra, dobrze napisana, ma emocje, ma coś do powiedzenia i
przekazania, dobrze kreśli postacie i wie, że wampiry powinny być metodą do
wyższych celów, a nie celem samym w sobie. W skrócie – nie spodoba się Wam. Ale
jeśli lubicie dobre, mocne książki, gdzie jest horror, gdzie jest pewna zagadka,
bywa krwawo i brutalnie, a nawet odpychająco – bo jest, rzecz wypada pod
wieloma względami o wiele mocniej i intensywniej niż filmowe adaptacje, chociaż
jednocześnie nie ma tu rozbuchanych opisów morderstw i większość tego typu
rzeczy dzieje się poza kadrem – jednak ważniejsze jest kreślenie bohaterów, ich
świata, relacji i społecznych kwestii, coś w stylu wczesnego Kinga chociażby,
acz z własnym, skandynawskim i jednocześnie bardzo nam swojskim sznytem,
poznajcie koniecznie. Jeden z lepszych horrorów o wampirach i tyle w temacie.
Blackeberg. Miasteczko nowoczesne, oparte na
racjonalizmie. Nie ma w nim nawet kościoła. A ludzie jeszcze nie wiedzą, jak
nie są gotowi na to, co nadciąga.
Głównym bohaterem powieści jest dwunastoletni
Oskar, wychowywany tylko przez matkę chłopak, który jest prześladowany przez
kolegów. Zmuszany do upokarzania się, bity, dręczony, nietrzymający moczu
chłopak odreagowuje zaczytując się książkami o zbrodniach, artykułami z gazet
poświęconych morderstwom i fantazjując, że sam jest taki właśnie Mordercą,
przez duże M, który szlachtuje swoich oprawców. Ma nawet nóż, ćwiczy na
drzewach, marzy o zemście. Kiedy więc w okolicy dochodzi do serii morderstw,
chłopak jest tym zafascynowany. Ale co tak naprawdę dzieje się w okolicy?
Morderca z jakiejś przyczyny wiesza ofiary na drzewie za nogi, spuszczając z
nich krew, ale tej krwi nigdzie nie ma. Jaki jest jego cel? I czy nie dzieje
się tu coś o wiele dziwniejszego? Jednocześnie na drodze Oskara pojawia się ona
– dziewczyna, która właśnie zamieszkała po sąsiedzku, wyglądająca na młodszą od
niego, choć jednocześnie zachowuje się, jakby była o wiele starsza. Ich pierwsze
spotkanie nie przebiega miło, ale kolejne sprawiają, że Oskar zaczyna fascynować
się tą brudną, śmierdzącą niczym zakażona rana sąsiadką, której nigdy nie jest
zimno. Ona i jej „ojciec” skrywają jednak swoje tajemnice i…
Moja przygoda z „Wpuść mnie” (tytuł powstał z inspiracji muzyką Morriseya) zaczęła się lata temu, ale nie od książki, a filmu. Wiadomo, uwielbiam horrory, to raz, miałem wtedy też fazę na Kinga – faza trwająca bardzo długie lata, która przeszła mi kilka lat temu, gdy King zaczął pisać książki tak naiwnie propagandowe i wyrugowane intelektualnie, że najnowszej nawet nie kupiłem i mnie nie kusi, choć wcześniej przeczytałem wszystko, nawet najgorsze jego gnioty – a to porównywano do jego dzieł. Poza tym film był szwedzki, a do szwedzkiego (i duńskiego) kina przez Larsa von Triera, Thomasa Vinterberga, Lukasa Moodyssona czy wczesną Lone Scherfig mam dużą słabość. No i kupiło mnie to kino. „Pozwól mi wejść”, bo tak przełożono tytuł, było filmem wyśmienitym, surowym, zimnym, przyziemnym, brutalnym, ale i romantycznym. Horror Coming-of-Age, ale z wyższej półki, do którego daleko było jego amerykańskiemu, całkiem niezłemu jednak, remake’owi. Ale książki dorwać mi się nie udało. Chciałem, acz film trafił do mnie dość późno – trafił jako jeden z filmów dołączanych do jakiegoś magazynu, kupiony za grosze, na wyprzedaży grubo ponad dekadę temu.
No ale jakiś czas temu, przez „Życzliwość”, uparłem się,
że w końcu muszę przeczytać i przeczytałem. Dorwałem, miałem zanurzyć się od
razu, ale nie wyszło, zanurzyłem więc teraz i warto było. Książka zaczyna się
horrorowo, by zmienić się w dramat obyczajowy o nękaniu w szkole, który zaraz
potem przechodzi konwersję w rasowy dreszczowiec o seryjnym mordercy. Ale, jak
na dobry thriller czy horror przystało, z każdym kolejnym rozdziałem zaczyna
wnikać w warstwę obyczajową, społeczną otoczkę i całą tą życiową podbudowę, która
pozwala nam się lepiej wczuć w bohaterów, ich losy i świat. ale też w tym
wydaniu nie tak do końca, bo o ile możemy w pewnym stopniu identyfikować się z
Oskarem, jego uczuciami do Eli, czy goryczą i chęcią odpłacenia za
niesprawiedliwość jaka go spotyka (choć nie tymi metodami, co on), o tyle z
postacią Håkana już identyfikować się nie da. To gość odpychający, obrzydliwy,
świetnie nakreślony, miotający się, mający swoje uczucia, ale robiący rzeczy,
które… Sami przeczytacie, ale wątki z nim, przekonacie się które, to już
rzeczy, które mogą przerosnąć niektórych odbiorców. Ciężko się to czyta, ale
też i dobrze pokazuje współczesny świat i ludzi, których stać na realizacje swoich
chorych fantazji seksualnych.
Ale potem w końcu dostajemy konkret, w końcu
wkracza horror i, na szczęście, nie dominuje. Wampir nie jest tu zagrożeniem, to nie zło, a po prostu siła natury, drapieżnik,
który coś musi jeść. Bestiami są tu ludzie, którzy dla realizacji swoich
chorych pragnień posuwają się do kolejnych równie chorych rzeczy. Mamy tu
dręczycieli, dla których rujnowanie komuś życia to forma relaksu, mamy pedofilów,
którzy mogą pozwolić sobie na wykorzystywanie dzieci, bo ich po prostu na to
stać, mamy mordercę, który… dobra, o jego motywach nie chcę za wiele mówić, ale
jest równie odrażający, co reszta tej zgrai, nawet jeśli ma jakieś skrupuły czy
tkwi w nim coś dobrego. W tej książce to, co horrorowe nas nie straszy, nie
przeraża – przerażają nas dopiero sami ludzie. I świat, w jakim żyją, bo ta szwedzka
rzeczywistość jest bliska tej naszej polskiej.
W skrócie, książka dobra, bogatsza w wątki i
mocniejsza niż film. Dobrze napisana, potrafi zniesmaczyć i poruszyć, zaoferować
coś z horroru i thrillera, coś z dramatu obyczajowego i romansu, ale przede wszystkim
coś mrocznego i mocnego. Szkoda, że się jej nie wznawia. I szkoda, że nikt nie
wydał w naszym kraju zbioru opowiadań „Låt de gamla drömmarna dö” („Let the Old
Dreams Die”), gdzie tytułowe opowiadanie stanowi epilog powieści i pokazuje nam
dalsze losy bohaterów. Ale może kiedyś się go doczekamy. Tak, jak wznowienia „Wpuść
mnie”, które w końcu ma wydać w najbliższym czasie Zysk. Kto wie. Oby.

Komentarze
Prześlij komentarz