Wpuść mnie – John Ajvide Lindqvist

LET THE RIGHT ONE SLIP IN

 

Let the right one in
Let the old things fade
Put the tricks and schemes (for good) away

- Morrissey

 

Wampiry. Temat kicz. Wampiry i miłość – jeszcze gorzej, bo kojarzy się ze „Zmierzchem” i ciężko będzie potem zmazać niesmak. Jeśli „Zmierzch” się Wam podobał, darujcie sobie lekturę „Wpuść mnie”, bo ta książka jest dobra, dobrze napisana, ma emocje, ma coś do powiedzenia i przekazania, dobrze kreśli postacie i wie, że wampiry powinny być metodą do wyższych celów, a nie celem samym w sobie. W skrócie – nie spodoba się Wam. Ale jeśli lubicie dobre, mocne książki, gdzie jest horror, gdzie jest pewna zagadka, bywa krwawo i brutalnie, a nawet odpychająco – bo jest, rzecz wypada pod wieloma względami o wiele mocniej i intensywniej niż filmowe adaptacje, chociaż jednocześnie nie ma tu rozbuchanych opisów morderstw i większość tego typu rzeczy dzieje się poza kadrem – jednak ważniejsze jest kreślenie bohaterów, ich świata, relacji i społecznych kwestii, coś w stylu wczesnego Kinga chociażby, acz z własnym, skandynawskim i jednocześnie bardzo nam swojskim sznytem, poznajcie koniecznie. Jeden z lepszych horrorów o wampirach i tyle w temacie.

 

Blackeberg. Miasteczko nowoczesne, oparte na racjonalizmie. Nie ma w nim nawet kościoła. A ludzie jeszcze nie wiedzą, jak nie są gotowi na to, co nadciąga.

Głównym bohaterem powieści jest dwunastoletni Oskar, wychowywany tylko przez matkę chłopak, który jest prześladowany przez kolegów. Zmuszany do upokarzania się, bity, dręczony, nietrzymający moczu chłopak odreagowuje zaczytując się książkami o zbrodniach, artykułami z gazet poświęconych morderstwom i fantazjując, że sam jest taki właśnie Mordercą, przez duże M, który szlachtuje swoich oprawców. Ma nawet nóż, ćwiczy na drzewach, marzy o zemście. Kiedy więc w okolicy dochodzi do serii morderstw, chłopak jest tym zafascynowany. Ale co tak naprawdę dzieje się w okolicy? Morderca z jakiejś przyczyny wiesza ofiary na drzewie za nogi, spuszczając z nich krew, ale tej krwi nigdzie nie ma. Jaki jest jego cel? I czy nie dzieje się tu coś o wiele dziwniejszego? Jednocześnie na drodze Oskara pojawia się ona – dziewczyna, która właśnie zamieszkała po sąsiedzku, wyglądająca na młodszą od niego, choć jednocześnie zachowuje się, jakby była o wiele starsza. Ich pierwsze spotkanie nie przebiega miło, ale kolejne sprawiają, że Oskar zaczyna fascynować się tą brudną, śmierdzącą niczym zakażona rana sąsiadką, której nigdy nie jest zimno. Ona i jej „ojciec” skrywają jednak swoje tajemnice i…

 

Moja przygoda z „Wpuść mnie” (tytuł powstał z inspiracji muzyką Morriseya) zaczęła się lata temu, ale nie od książki, a filmu. Wiadomo, uwielbiam horrory, to raz, miałem wtedy też fazę na Kinga – faza trwająca bardzo długie lata, która przeszła mi kilka lat temu, gdy King zaczął pisać książki tak naiwnie propagandowe i wyrugowane intelektualnie, że najnowszej nawet nie kupiłem i mnie nie kusi, choć wcześniej przeczytałem wszystko, nawet najgorsze jego gnioty – a to porównywano do jego dzieł. Poza tym film był szwedzki, a do szwedzkiego (i duńskiego) kina przez Larsa von Triera, Thomasa Vinterberga, Lukasa Moodyssona czy wczesną Lone Scherfig mam dużą słabość. No i kupiło mnie to kino. „Pozwól mi wejść”, bo tak przełożono tytuł, było filmem wyśmienitym, surowym, zimnym, przyziemnym, brutalnym, ale i romantycznym. Horror Coming-of-Age, ale z wyższej półki, do którego daleko było jego amerykańskiemu, całkiem niezłemu jednak, remake’owi. Ale książki dorwać mi się nie udało. Chciałem, acz film trafił do mnie dość późno – trafił jako jeden z filmów dołączanych do jakiegoś magazynu, kupiony za grosze, na wyprzedaży grubo ponad dekadę temu. 

 

No ale jakiś czas temu, przez „Życzliwość”, uparłem się, że w końcu muszę przeczytać i przeczytałem. Dorwałem, miałem zanurzyć się od razu, ale nie wyszło, zanurzyłem więc teraz i warto było. Książka zaczyna się horrorowo, by zmienić się w dramat obyczajowy o nękaniu w szkole, który zaraz potem przechodzi konwersję w rasowy dreszczowiec o seryjnym mordercy. Ale, jak na dobry thriller czy horror przystało, z każdym kolejnym rozdziałem zaczyna wnikać w warstwę obyczajową, społeczną otoczkę i całą tą życiową podbudowę, która pozwala nam się lepiej wczuć w bohaterów, ich losy i świat. ale też w tym wydaniu nie tak do końca, bo o ile możemy w pewnym stopniu identyfikować się z Oskarem, jego uczuciami do Eli, czy goryczą i chęcią odpłacenia za niesprawiedliwość jaka go spotyka (choć nie tymi metodami, co on), o tyle z postacią Håkana już identyfikować się nie da. To gość odpychający, obrzydliwy, świetnie nakreślony, miotający się, mający swoje uczucia, ale robiący rzeczy, które… Sami przeczytacie, ale wątki z nim, przekonacie się które, to już rzeczy, które mogą przerosnąć niektórych odbiorców. Ciężko się to czyta, ale też i dobrze pokazuje współczesny świat i ludzi, których stać na realizacje swoich chorych fantazji seksualnych.

 

Ale potem w końcu dostajemy konkret, w końcu wkracza horror i, na szczęście, nie dominuje. Wampir nie jest tu zagrożeniem, to nie zło, a po prostu siła natury, drapieżnik, który coś musi jeść. Bestiami są tu ludzie, którzy dla realizacji swoich chorych pragnień posuwają się do kolejnych równie chorych rzeczy. Mamy tu dręczycieli, dla których rujnowanie komuś życia to forma relaksu, mamy pedofilów, którzy mogą pozwolić sobie na wykorzystywanie dzieci, bo ich po prostu na to stać, mamy mordercę, który… dobra, o jego motywach nie chcę za wiele mówić, ale jest równie odrażający, co reszta tej zgrai, nawet jeśli ma jakieś skrupuły czy tkwi w nim coś dobrego. W tej książce to, co horrorowe nas nie straszy, nie przeraża – przerażają nas dopiero sami ludzie. I świat, w jakim żyją, bo ta szwedzka rzeczywistość jest bliska tej naszej polskiej.

 

W skrócie, książka dobra, bogatsza w wątki i mocniejsza niż film. Dobrze napisana, potrafi zniesmaczyć i poruszyć, zaoferować coś z horroru i thrillera, coś z dramatu obyczajowego i romansu, ale przede wszystkim coś mrocznego i mocnego. Szkoda, że się jej nie wznawia. I szkoda, że nikt nie wydał w naszym kraju zbioru opowiadań „Låt de gamla drömmarna dö” („Let the Old Dreams Die”), gdzie tytułowe opowiadanie stanowi epilog powieści i pokazuje nam dalsze losy bohaterów. Ale może kiedyś się go doczekamy. Tak, jak wznowienia „Wpuść mnie”, które w końcu ma wydać w najbliższym czasie Zysk. Kto wie. Oby.

Komentarze