Kapitan Żbik #27: Skoda TW6163 – Jerzy Bednarczyk, Zbigniew Gabiński, Grzegorz Rosiński

ŻBIK POWRACA

 

Właśnie na polskim rynku wystartowała zupełnie zbędna kolekcja komiksów z „Kapitanem Żbikiem”. Zbędna, bo to cenowo jakieś nieporozumienie (prawie 43 zł za zeszyt, któremu niepotrzebnie dorobiono twardą oprawę), dodatki to nic, co by mnie tu kręciło, a i sama seria wielka, mimo kultowego statusu, nie jest. Tego „Żbika” to się powinno wydać albo jako zeszytówki za parę złotych, albo w takiej kolekcji, ale zbierając średnio po 5 numerów na tom (57 ma ich być w tej edycji). To by miało sens. W tym wydaniu? No ja yogo nie widzę. kupiłem jedynkę, bo jeszcze niespełna 15 zł można – mamy tu album, dodatki, grafikę Śledzia na tekturce i jeszcze plakat, całkiem niezły zresztą, ergo się nawet opłaca. Ale dalej? Nie wiem, jak Wy, jeśli macie sentyment to może być dla Was kolekcja marzeń i spoko, ja jednak nie zamierzam po nią sięgać.

 

Jeśli chodzi o fabułę… Milicjanci znajdują skodę, w której leży zastrzelony mężczyzna. Sprawa jest dziwna, bo ma przy sobie pieniądze, a zatem nie był to napad rabunkowy. Ale kto i dlaczego chciał go zabić? Jedynym tropem dla Żbika i funkcjonariuszy jest to, że zabity miał wrogów, bo swego czasu wydał złodziei, których odkrył w pracy. A także tajemniczy szkolny zeszyt, w którym znajduje się szereg liczb…

 

Czemu na pierwszy numer kolekcji wybrano zeszyt 27? Cóż, z pewnością dlatego, że rysował go Rosiński. Ale dlaczego nie poszła tu jakaś inna opowieść? Ta jest w końcu ostatnia, a Rosiński cisnął ich sporo. Może ten najlepiej mu wyszedł? Graficznie jest bowiem nieźle, jak na „Żbika” to dobrze, ale jak na Rosińskiego to tak, jakby od niechcenia to machnięte było. Acz swój urok ma i lepiej to wygląda, niż większość numerów serii. Zresztą scenariuszowo też jest lepiej, niż to co robił najważniejszy twórca, czyli Krupka (tu za scenariusz odpowiada duet Bednarzyk i Gabiński), bo i sama fabuła jest nieźle poprowadzona, bez nadmiaru cięć i dopisywania wszystkiego w kadrach – nawet jeśli ostatnie sceny i teksty są tak naiwne i infantylne, że zgrzyta się zębami a oczy łzawią, gdy się je czyta – i zagadka i jej poprowadzenie plus rozwiązanie są naprawdę niezłe, podobnie, jak dialogi. Wybrano jak wybrano i wybór to dobry od strony jakości.

 

Ale nadal mi zgrzyta sama idea tej kolekcji. Zresztą wydawanie tego nie po kolei też jakoś mi nie leży. Zwłaszcza, że na brzegach mamy panoramę, a ta będzie poszatkowana, dopóki nie zbierzemy wszystkiego i nie ułożymy po kolei. Teraz mamy w końcu numer 27, po nim będzie 17, potem 42, 7… No bez sensu moim zdaniem. Abstrahując jednak od tego, poza komiksem mamy tu szereg dodatków: tu o historii, tam o postaciach, to znów o twórcach czy nawet kontekście / czasach etc. Jest nawet miejsce na wspominki innych kultowych serii z tamtych lat, a nawet tekst o Kojaku. Niektóre rzeczy są zbędne, inne ważne dla współczesnych czytelników czy fanów, ale łącznie jest tego 14 stron. Wydanie? No 48 stron na grubszym offsecie, twarda oprawa, pierwsza z grafik do zbierania w prezencie (z trzecim tomem będzie teczka do ich przechowywania). Z tym pierwszym numerem jest jeszcze wspomniany plakat, chociaż fajniejsza byłaby grafika z panoramy.

 

Podsuwając: tom pierwszy warto. Reszta? Zależy co, kto lubi. „Żbik” to seria, którą znać wypada – czy warto, czy nie – ale niekoniecznie w cenie regularnej i w takim wydaniu. Można to jednak było zrobić o wiele lepiej.

Komentarze