ŻBIK POWRACA
Właśnie na polskim rynku wystartowała zupełnie
zbędna kolekcja komiksów z „Kapitanem Żbikiem”. Zbędna, bo to cenowo jakieś
nieporozumienie (prawie 43 zł za zeszyt, któremu niepotrzebnie dorobiono twardą
oprawę), dodatki to nic, co by mnie tu kręciło, a i sama seria wielka, mimo
kultowego statusu, nie jest. Tego „Żbika” to się powinno wydać albo jako
zeszytówki za parę złotych, albo w takiej kolekcji, ale zbierając średnio po 5
numerów na tom (57 ma ich być w tej edycji). To by miało sens. W tym wydaniu? No
ja yogo nie widzę. kupiłem jedynkę, bo jeszcze niespełna 15 zł można – mamy tu
album, dodatki, grafikę Śledzia na tekturce i jeszcze plakat, całkiem niezły
zresztą, ergo się nawet opłaca. Ale dalej? Nie wiem, jak Wy, jeśli macie
sentyment to może być dla Was kolekcja marzeń i spoko, ja jednak nie zamierzam
po nią sięgać.
Jeśli chodzi o fabułę… Milicjanci znajdują skodę,
w której leży zastrzelony mężczyzna. Sprawa jest dziwna, bo ma przy sobie
pieniądze, a zatem nie był to napad rabunkowy. Ale kto i dlaczego chciał go
zabić? Jedynym tropem dla Żbika i funkcjonariuszy jest to, że zabity miał
wrogów, bo swego czasu wydał złodziei, których odkrył w pracy. A także
tajemniczy szkolny zeszyt, w którym znajduje się szereg liczb…
Czemu na pierwszy numer kolekcji wybrano zeszyt
27? Cóż, z pewnością dlatego, że rysował go Rosiński. Ale dlaczego nie poszła
tu jakaś inna opowieść? Ta jest w końcu ostatnia, a Rosiński cisnął ich sporo. Może
ten najlepiej mu wyszedł? Graficznie jest bowiem nieźle, jak na „Żbika” to
dobrze, ale jak na Rosińskiego to tak, jakby od niechcenia to machnięte było. Acz
swój urok ma i lepiej to wygląda, niż większość numerów serii. Zresztą
scenariuszowo też jest lepiej, niż to co robił najważniejszy twórca, czyli
Krupka (tu za scenariusz odpowiada duet Bednarzyk i Gabiński), bo i sama fabuła
jest nieźle poprowadzona, bez nadmiaru cięć i dopisywania wszystkiego w kadrach
– nawet jeśli ostatnie sceny i teksty są tak naiwne i infantylne, że zgrzyta
się zębami a oczy łzawią, gdy się je czyta – i zagadka i jej poprowadzenie plus
rozwiązanie są naprawdę niezłe, podobnie, jak dialogi. Wybrano jak wybrano i wybór
to dobry od strony jakości.
Ale nadal mi zgrzyta sama idea tej kolekcji. Zresztą
wydawanie tego nie po kolei też jakoś mi nie leży. Zwłaszcza, że na brzegach
mamy panoramę, a ta będzie poszatkowana, dopóki nie zbierzemy wszystkiego i nie
ułożymy po kolei. Teraz mamy w końcu numer 27, po nim będzie 17, potem 42, 7…
No bez sensu moim zdaniem. Abstrahując jednak od tego, poza komiksem mamy tu
szereg dodatków: tu o historii, tam o postaciach, to znów o twórcach czy nawet
kontekście / czasach etc. Jest nawet miejsce na wspominki innych kultowych
serii z tamtych lat, a nawet tekst o Kojaku. Niektóre rzeczy są zbędne, inne
ważne dla współczesnych czytelników czy fanów, ale łącznie jest tego 14 stron.
Wydanie? No 48 stron na grubszym offsecie, twarda oprawa, pierwsza z grafik do
zbierania w prezencie (z trzecim tomem będzie teczka do ich przechowywania). Z tym
pierwszym numerem jest jeszcze wspomniany plakat, chociaż fajniejsza byłaby
grafika z panoramy.
Podsuwając: tom pierwszy warto. Reszta? Zależy co, kto lubi. „Żbik” to seria, którą znać wypada – czy warto, czy nie – ale niekoniecznie w cenie regularnej i w takim wydaniu. Można to jednak było zrobić o wiele lepiej.

Komentarze
Prześlij komentarz